Jacek Karnowski, Michał Karnowski: Po 2005 roku wszyscy zaczęli walić w PiS jak w bęben. I tak jest do dzisiaj. Nie razi to pana?

 

Tomasz Sekielski:Czasem razi, ale to też nie do końca jest takie czarno-białe. Stworzono po roku 2005 wrażenie, że Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory wbrew mediom. To nieprawda, wiele mediów było neutralnych, inne wspierały. Bracia Kaczyńscy byli gośćmi niemal każdego programu, nie narzekali, że to są jakieś polskojęzyczne media, sterowane nie wiadomo przez kogo.

 

 

Może wtedy było inaczej? Bo głównym wrogiem było SLD, a Kaczyńskim nikt nie dawał szans na wygraną, zlekceważono ich?

 

Tak. W pewnej mierze tak było.

 

 

A potem przestawiono wajchę, zaczęła się jazda?

 

Potem zaczęli rządzić, co z natury rzeczy zaostrza spory. I zareagowali za ostro.

 

 

Bo może ten atak był za ostry?

 

Może, ale ich reakcje tylko dolewały oliwy do ognia.

 

 

Jak mieli zareagować choćby na program o taśmach Beger, który pan zrealizował. O materiale można dyskutować, ale nazywanie tego taśmami prawdy to już była polityczna jazda. Nie przesadzaliście wtedy?

 

Przepraszam bardzo, ja nie nazwałem tego taśmami prawdy.

 

 

Ale robił to TVN 24 i nie protestował pan.

 

Naprawdę, nie mogę odpowiadać za to co inne programy zrobiły ze zdobytym przez nas materiałem. I powiem panom tak: zarzut byłby może i celny gdybym po 2007 roku nie patrzył władzy na ręce. Niektórzy może odwracali wzrok, ale ja zrealizowałem mocne, bolesne dla władzy materiały o Drzewickiem, aferze hazardowej, katastrofie CASY. Zrealizowałem film „Władcy marionetek” o kulisach polityki i PR, głównie ekipy rządzącej, na który Donald Tusk zareagował wściekłością. Ile razy mam udowadniać, że nie jestem wielbłądem? Zaczyna to być lekko irytujące.

 

Więcej na portalu Salon24.pl i jutrzejszym wydaniu tygodnika "W Sieci".

 

AM