Dywagacje nad wolnością, biurokracją i związkami partnerskimi
Wielu zwolenników tzw. związków partnerskich twierdzi, że brak możliwości ich zawierania to ograniczenie wolności. Przyznam, że nie rozumiem tego argumentu. Jaka to wolność, która każe formalizować i legalizować w państwowym urzędzie międzyludzkie relacje? W moim odczuciu wolność ograniczają małżeństwa cywilne, zawierane przed urzędnikiem stanu cywilnego tylko po to, by móc uzyskać jakieś przywileje, np. prawo do wspólnego rozliczania się z fiskusem. Rozwiązaniem zatem nie jest ustawa legalizująca związki nieformalne zawierane między osobami płci dowolnej ale całkowita rezygnacja przez państwo z rejestracji jakichkolwiek związków. Ludzie chcący zawrzeć małżeństwo pójdą po prostu tam, gdzie będą mieć taką możliwość: katolicy do kościoła, muzułmanie do meczetu, żydzi do synagogi a wyznawcy Latającego Potwora Spaghetti staną, na ten przykład, przed obliczem Armanda Ryfińskiego. I wszyscy będą zadowoleni. A państwo? A państwo, drodzy czytelnicy, nie jest od tego by mieszać się w prywatne ż