Terlikowska: „Gazety Wyborczej” alergia na rodzinę
„Ministerstwo Rodziny tylko z nazwy” – obwieścili publicyści „Gazety Wyborczej”. Ich zdaniem, zmiana nazwy resortu to jedynie pusty gest, a pieniądze, które poszły na zmiany (28 tysięcy złotych), można było przecież przeznaczyć na obiady dla głodnych dzieci. Powoli staje się to mój ulubiony argument. Wszystko, co jest nie po myśli „Gazety Wyborczej” i pociąga za sobą koszty, ma powodować, że polskie dzieci będą chodzić głodne, bo urzędnicy wolą wydać pieniądze na nowe pieczątki czy szyldy. Podobne pytanie można zadać choćby samorządom, które organizują zabawę sylwestrową pod chmurką. Za te miliony, które przeznaczają choćby na gaże gwiazd czy fajerwerki, ile obiadów można kupić, a za sprzątniecie (tak jak w Warszawie) 7 ton śmieci to dopiero można by żywić najbiedniejszych. Ale w tym temacie cisza. Jakoś „Gazeta Wyborcza” nie boleje też nad dziećmi, którym pomaga Jurek Owsiak. Zamiast robić kosztowne finały, puszczać światełka do nieba, ile pieniędzy można by zaoszczędzić na leczenie c