Kościół
Rzadko zdarza mi się przeczytać tekst, tak absurdalny, ale za to pełen moralnego wzburzenia, jak ten napisany przez ks. dr Sławomira Szczepaniaka. I nie chodzi o zawartą w nim opinię (w największym skrócie brzmi ona, że Lech Wałęsa jest dobrem narodowym i nie wolno w związku z tym źle o nim pisać czy mówić), ale o uzasadnienie. Ksiądz głosi na przykład, że dla historii dokumenty nie mają znaczenia. „Nie wiem, co Wałęsa podpisał, a czego nie podpisał. Jest to zupełnie nieistotne z punktu widzenia historii” - oznajmił ksiądz Szczepaniak. I trudno nie zadać mu pytania, co w takim razie ma znaczenie dla historii, jeśli nie mają go dokumenty i podpisy? Czy mamy czekać na objawienie Adama Michnika, czy może ssać prawdę z jego wielkiego palucha? A może ograniczyć się do powtarzania bajek, którymi od lat raczy nas „Gazeta Wyborcza”? Ale złośliwości na bok. Warto raczej zadać pytanie, już zupełnie poważne, jeśli nie prawda obiektywna i nie dokumenty, to co ma być fundamentem naszego myślenia o