Wiadomości
Jako młody człowiek, uczeń, czytałem opowiadania Tadeusza Borowskiego, „Medaliony” Zofii Nałkowskiej i wiele innych opracowań dotyczących bestialstwa Niemców jakiego się dopuszczali względem podbitych narodów przeznaczonych do eksterminacji. Czytałem też „Inny świat” Gustawa Herlinga – Grudzińskiego, obrazujące sytuację po drugiej stronie frontu, w kraju naszych ówczesnych „sojuszników”. Pamiętam, że wszystkie te opisy zrobiły na mnie ogromne wrażenie i długo nie mogłem zrozumieć, jak ludzie, istoty rozumne i obdarzone duszą, albo chociaż – taki substytut dla niewierzących – empatią, mogli innym przedstawicielom swojego gatunku zgotować piekło na ziemi. Kiedy nieco się zestarzałem przeczytałem „Archipelag GUŁag” Sołżenicyna, „Gułag” Anny Appelbaum, obejrzałem wiele filmów dokumentalnych i fabularnych traktujących o niemieckim i sowieckim ludobójstwie i ugruntował się we mnie pogląd, że wszelkie przejawy budzenia się ustrojów, które do tego doprowadziły, należy dusić w zarodku.