W dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” etyczka przekonuje, że dziewczynki i kobiety w naszym kraju sprowadzane są tylko do macierzyństwa. „W jednej z polskich szkół w czasie matury zawisł plakat przedstawiający rozstajne drogi, z których jedna prowadziła do indeksu, druga - do spotkania z bocianem. Nietrudno zgadnąć, do której drogi zachęcane są dziewczynki, a którą pójdą chłopcy” - przekonuje prof. Środa. Nie jest jasne, skąd taki wniosek, ale jeśli nawet w jakiejś szkole rzeczywiście przekonuje się młode dziewczyny, że macierzyństwo jest wartością tak samo istotną, a może nawet ważniejszą, niż indeks, to nie jest to norma. Nasza kultura, nasza edukacja buduje bowiem raczej przekaz wręcz przeciwny. Kobieta, która wybiera rodzicielstwo, bycie w domu z dziećmi, wychowanie ich jest traktowana jako dziwadło.

 

Podobnie ktoś, kto rzeczywiście decyduje się na otwarcie na życie (symbolizowane przez bocianka). Ostatnio do nas do domu przyszła z przesyłką pani kurier. Zadzwoniła do drzwi i powitała moją żonę stwierdzeniem, że ona wie, że tu zawsze ktoś do 17-18 ktoś jest, więc nie uprzedzała o swoim przyjeździe. Gdy moja żona ze zdumieniem stwierdziła, że ona tu jest zawsze, bo mieszka tu, na twarzy pani kurier pojawiło się zdumienie. - Jak to, to są pani dzieci, a ja myślałam, że tu jest żłobek – wykrztusiła z siebie... I to by było na tyle, jeśli chodzi o obraz rzeczywistości, w którym kobiety są wpychane w rolę matek. W szkole nie jest zresztą inaczej. Największym zdumieniem napełnia wszystkich, gdy dziewczyna stwierdza, że chce być mamą...

 

Resztą rozważań jest równie absurdalna. Magdalena Środa ubolewa, że w szkole za mało uczy się o kobietach i ich wielkich osiągnięciach. „Kobiet w historii uczeń ani nie obaczy, ani - co ważniejsze - nie dowie się, jakie są przyczyny tej nieobecności” - oznajmia Środa. I znów nie jest jasne do jakiej szkoły chodziła Środa, ale w mojej uczono nas o Dobrawie, św. Jadwidze Królowej, Marii Konopnickiej i Elizie Orzeszkowej, a nawet Zofii Nałkowskiej czy Marii Dąbrowskiej. Nie zabrakło także lekcji o Emilii Plater. A do tego na religii uczyliśmy się o Matce Pana, która jako żywo kobietą była. Rozumiem, że to wciąż za mało, ale taka była rzeczywistość. I udawanie, że była inna, żeby tylko zadowolić Magdalenę Środą i kilka jej koleżanek byłoby jednak przesadą.

 

Tomasz P. Terlikowski