Jako młody człowiek, uczeń, czytałem opowiadania Tadeusza Borowskiego, „Medaliony” Zofii Nałkowskiej i wiele innych opracowań dotyczących bestialstwa Niemców jakiego się dopuszczali względem podbitych narodów przeznaczonych do eksterminacji. Czytałem też „Inny świat” Gustawa Herlinga – Grudzińskiego, obrazujące sytuację po drugiej stronie frontu, w kraju naszych ówczesnych „sojuszników”. Pamiętam, że wszystkie te opisy zrobiły na mnie ogromne wrażenie i długo nie mogłem zrozumieć, jak ludzie, istoty rozumne i obdarzone duszą, albo chociaż – taki substytut dla niewierzących – empatią, mogli innym przedstawicielom swojego gatunku zgotować piekło na ziemi. Kiedy nieco się zestarzałem przeczytałem „Archipelag GUŁag” Sołżenicyna, „Gułag” Anny Appelbaum, obejrzałem wiele filmów dokumentalnych i fabularnych traktujących o niemieckim i sowieckim ludobójstwie i ugruntował się we mnie pogląd, że wszelkie przejawy budzenia się ustrojów, które do tego doprowadziły, należy dusić w zarodku.
Słowo „sowieckie” nie jest zbyt adekwatne, narodu sowieckiego nigdy nie było a twórcy obozów śmierci na dalekiej północy jednak istnieli. Z Marsa ani z Wenus nie przylecieli, kim zatem byli? Moim zdaniem można spokojnie mówić o Rosjanach, a każdemu oburzonemu, który twierdzi, że Stalin był przecież Gruzinem należy przypominać, że Hitler był Austriakiem. Jeden Gruzin wiosny nie czyni, podobnie jak jeden Austriak. Cała reszta zbrodniczego aparatu w obydwu reżimach miała konkretną narodowość – niemiecką i rosyjską.
Jest tylko jeden problem. Dziś zapomina się o dziedzictwie nazistowskich Niemiec i sowieckiej Rosji próbując wszystkie zbrodnie tego świata przypisać prawicy. Czasem z dopiskiem „skrajnej”. Przykład mieliśmy jedenastego listopada ubiegłego roku, kiedy to lewicowe bojówki skrzyknięte przez KryPol (Krytykę Polityczną) pod światła wodzą Sławomira Sierakowskiego (S. S. - jakież piękne i wiele mówiące inicjały) próbowały środowiskom patriotycznym przypisać „nazistowskość”. Zabawne. Albo raczej smutne. Przerażające. Ludzie maszerujący z biało – czerwonymi sztandarami zostali zrównani z największym wrogiem polskości. Patriotów postawiono w jednym szeregu z tymi, którzy ich bezwzględnie mordowali. Polski Biały Orzeł został wsadzony do jednej klatki z hitlerowską wroną. W dodatku robiły to (te środowiska) afirmując jednocześnie Związek Sowiecki, który wraz z Niemcami rozebrał naszą Ojczyznę na mocy traktatu zawartego przez dwóch największych zbrodniarzy jakich nosiła ziemia. Zapominając przy okazji, że niemieccy naziści były takimi samymi lewicowcami jak oni sami...
NSDAP była partią socjalistyczną, partią robotników, a co za tym idzie partią lewicową. Próbie wmówienia, że nazizm jest ideologią skrajnie prawicową można ukręcić łeb w zarodku! Słowo NAZIzm wywodzi się od Nationalsozialistische – czyli narodowo SOCJALISTYCZNY! Socjalizm wszelkiego rodzaju – w tym narodowy – ma tyle wspólnego z prawicą co krowa z rumakiem.
Próba utożsamienia prawicy z nazizmem udała się tylko dlatego, że stał on się w pewnym momencie historii biegunowo przeciwny rosyjskiemu komunizmowi. Nie zadecydowała tutaj jednak sprzeczność ideologiczna, obydwa nurty miały więcej cech wspólnych niż przeciwieństw, ale to, że dwaj niedawni kumple – Stalin i Hitler – wzięli się za łby a ten pierwszy był potrzebny zachodnim aliantom do pokonania drugiego. Gdyby dla Zachodniej Europy Stalin był większym zagrożeniem to – idę o zakład – mielibyśmy dziś sytuację odwrotną. Zwycięzców się nie sądzi, a co za tym idzie, nie potępia ich zbrodni.
Dziś w Europie rządzą spadkobiercy Stalina, ludzie wprost odwołujący się do jego myśli i ideologii. Rozwiązania polityczne i organizacyjne Unii Europejskiej są żywcem wyjęte z tych stosowanych w sowieckiej Rosji, łącznie z pozorem demokratycznego wyboru władzy. Czy w tej sytuacji można się dziwić, że przeciwników politycznych próbują dyskredytować porównując ich nazistów? Czy można się dziwić, że największym wrogiem współczesnych „komisarzy” jest prawica afirmująca wolność jednostki i suwerenność państw narodowych? Dziś jeszcze nasz kraj nazywa się Rzeczpospolitą Polską ale za chwilę będziemy już tylko jedną z prowincji niezłomnego związku. Prowincji, bo słowo republika może się komuś nieprzyjemnie skojarzyć...

