Wiadomości
Tak jestem złośliwy. Ale tylko troszeczkę. Gdy bowiem okazało się, że „eksperci” z Polski i Rosji „pomylili” (bagatela o półtora metra) w raportach dane dotyczące wysokości, na jakiej została – rzekomo – ścięta brzoza, to okazało się, że w istocie nic to nie znaczy. Brak okrzyków, że – w związku z tak dużymi nieścisłościami – trzeba powtórzyć badania czy choćby rozliczyć osoby, które – w Polsce, bo nic nam do Rosjan – dopuściły do skandalicznego błędu. Nie widać też dziennikarskich wyznawców teorii pancernej brzozy, którzy uczciwie przyznaliby, że – po takim błędzie – zwyczajnie nie można wierzyć panom Laskowi czy Millerowi, bowiem sami siebie skompromitowali.