Wiadomości
Wczorajsza informacja o procesie, jaki Jerzemu Zalewskiemu, reżyserowi filmu "Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać", wytoczył Państwowy Instytut Sztuki Filmowej to kolejny odcinek serialu pt. "Niedokończony film o Żołnierzach Wyklętych". Być może ofiarność ludzi, którzy pragną obejrzeć dokończoną filmową biografię legendarnego partyzanta walczącego na Północnym Mazowszu nie wystarczy. I tak PISF, który przykłada rękę do filmowych gniotów w stylu "Pokłosia" Władyslawa Pasikowskiego (pomijam już cały antypolski przekaz, realizowany za pieniądze rosyjskiej fundacji) robi wszystko, aby uniemożliwić emisję filmu w wersji, jaką wyobraził sobie reżyser. Trzeba przyznać, że przekaz, jaki nakreślił w swoim filmie Zalewski jest do bólu prawdziwy. Twórca takich filmów jak "Czarne słońca" czy "Gnoje" pokazał, że można solidaryzować się z bohaterami z krwi i kości, którzy nie są pomnikowymi herosami, ale ludźmi pełnymi lęku, niepewności, obaw i namiętności. Taki przekaz może bardziej trafić