Wolski dla Fronda.pl: Kwaśniewski jest jak wąż morski z Loch Ness
Czy tajemnicza lista Kwaśniewskiego jest realnym pomysłem na przyciągnięcie lewicowego elektoratu? Z tego co podaje „Rzeczpospolita” w sondażach zyskałaby, kosztem PO.
Kategoria
Sekcja: Wiadomości
Czy tajemnicza lista Kwaśniewskiego jest realnym pomysłem na przyciągnięcie lewicowego elektoratu? Z tego co podaje „Rzeczpospolita” w sondażach zyskałaby, kosztem PO.
Marta Brzezińska: Media informują, że po piątkowym głosowaniu ws. projektów ustaw o związkach partnerskich, 46 posłów Platformy, którzy zagłosowali za ich odrzuceniem, masowo otrzymuje maile od oburzonych wyborców, którzy oczekiwali innego wyniku głosowania. Pana skrzynka także zapycha się takimi mailami?
Glemp był człowiekiem, który nie do końca trafił w swój czas. Żył w cieniu dwóch tytanów - Wyszyńskiego i Wojtyły. Popełniał błędy - tak jak w przypadku obrony arcybiskupa Wielgusa. Chyba nie docenił fenomenu „Solidarności”, nie potrafił rozgrywać społecznymi emocjami, ale i nie potrafił ich samemu okazywać kiedy „wypadało”. Najbardziej było to widać w momencie śmierci papieża, gdy zachowywał się trochę, jakby nic się nie stało. Czasami plótł coś trochę jakby bez sensu. Czasami zdarzały mu się opinie błędne, a nawet krzywdzące.
Nie tylko dziennikarze (vide: Monika Olejnik, Tomasz Lis, Agnieszka Gozdyra) i politycy (vide: Agnieszka Pomaska, Adam Szejnfeld, Artur Dunin) ubolewają nad tym, że posłowie większością głosów odrzucili w piątkowym głosowaniu wszystkie trzy projekty ustaw o związkach partnerskich. Do chóru żałobników i lamentujących dołączyła (jakże uroczo zawodząc) Edyta Górniak. Jej wpis na Facebooku jest na tyle kuriozalny, że po prostu nie mogłam się oprzeć, aby go w całości nie zacytować.
W internecie można przeczytać o swego rodzaju nagonce, również w internecie, sfrustrowanych zwolenników PO, wobec tych posłów, którzy zagłosowali przeciwko tzw. związkom partnerskim. Czy pani, która zagłosowała przeciw, doświadcza takich działań?
Od czasu piątkowej debaty nad projektami ustaw o związkach partnerskich w mediach głośno zrobiło się o prof. Krystynie Pawłowicz. Posłanka PiS w bardzo ostrych i wyrazistych słowach krytykowała złożone w Sejmie przez SLD, Ruch Palikota i Platformę Obywatelską projekty ustaw, podkreślając ich niezgodność z Konstytucją Rzeczypospolitej. Prof. Pawłowicz zwracała także uwagę na fakt, iż państwo nie może stawiać znaku równości pomiędzy małżeństwami a związkami homoseksualnymi, które z natury są „jałowe”.
Badanie to miało dwa warianty. W jednym znalazły się osobno SLD i Ruch Palikota. W drugim ich miejsce zajęła wspólna lista pod patronatem byłego prezydenta. I to właśnie ten drugi wariant okazał się dla lewicy korzystniejszy. Na listę Kwaśniewskiego chciałoby bowiem głosować aż 25 proc. badanych, co dałoby jej trzecie miejsce za PO (30 proc.) i PiS (26 proc.). Na europarlamentarne mandaty mogłoby liczyć jeszcze PSL z poparciem 7 proc. badanych. Oczywiście na razie nie oznacza to politycznej zmiany, ale jeśli Aleksander Kwaśniewski zdecyduje się na powrót do polityki, a Leszek Miller i Janusz Palikot będą w stanie się dogadać, to może to oznaczać – co jest dobrą informacją – początek końca dominacji PO. Ale jest i zła wiadomość, bo oznaczałoby to niezwykłe wzmocnienie lewicy. Także tej obyczajowej.
„Sumień łamać nie wolno. Partie słusznie nie chcą tego robić. Ale w sprawie związków partnerskich sumienie nie ma nic do rzeczy. Nie chodzi przecież o to, czy ludzie będą żyli w związkach niesakramentalnych i czy będą uprawiali niesakramentalny - także homoseksualny - seks. Gowin, Godson ani nawet Krystyna Pawłowicz nie mają dość odwagi, żeby proponować zakaz i penalizację stosunków homoseksualnych, co - jak rozumiem - jest ich sumieniu najbliższe i zaledwie kilkadziesiąt lat temu należało do chwalonej przez Kościół europejskiej normy. Tego projekty nie dotyczą. Chodzi tylko o to, kto z posłów się zamelduje pod sztandarem proboszcza czy biskupa i kogo w kampanii wyborczej księża będą zwalczali, a kogo pochwalą” - oznajmił Żakowski. A gdyby iść dalej jego tropem, to trzeba powiedzieć, że w głosowaniu chodziło o to kogo poprzez Żakowski z innymi liberałami obyczajowymi. I o żal, że jednak ich siła nie jest tak duża, by zmusić każdego, by uznał, że homoseksualizm jest normą, i że każdy, p
Ale według postkomunistycznego posła, „ta formuła małżeństwa, o której mówi się w art. 18”, miała zostać – o zgrozo! – wprowadzona przez Sobór Trydencki dopiero w XVI wieku.
Z kard. Józefem Glempem rozmawia Milena Kindziuk, autorka biografii kardynała pt: Ostatni taki Prymas" (fragment).
Wybór przed jakim stali posłowie PO był bowiem niezwykle prosty. Mogli oni wybrać wierność Chrystusowi w Kościele bądź wierność Donaldowi Tuskowi i postępowej opinii publicznej. Tertium non datur. Ten pierwszy wybór prowadzi do zbawienia, ten druga, co najwyżej do szansy na mandat i cztery lata diet poselskich. I chyba tylko głupiec może zaryzykować zbawienie dla diet czy choćby pochwał od „Gazety Wyborczej”. I w tym sensie posłowie, którzy bronili rodziny już wygrali. A ci drudzy, cóż, zawsze mają szansę na nawrócenie, publiczną pokutę i powrót do Pana Boga.
Jak informuje tygodnik, 16 stycznia odbyło się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, które było poświęcone prezentacji "założeń reformy systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP".
Niestety, w sytuacji jaką mamy obecnie obaj musimy obejść się smakiem, bo pieniądze za które moglibyśmy napełnić swoje brzuchy przeżarł jakiś urzędniczy darmozjad będący jednym z elementów państwa opiekuńczego. Co tu zresztą dużo pisać, sam pomysł zmajstrowania takiego tworu jakim jest państwo opiekuńcze to nic więcej jak próba złapania ludzi za mordy. Próba, niestety, udana bo dziś już prawie nikt nie wyobraża sobie by człowiek musiał wziąć za siebie pełną odpowiedzialność i całkowicie zrezygnować z instytucjonalnej pomocy.
Jeszcze podczas emisji, produkcja była szeroko komentowana na Twitterze. Publicyści i komentatorzy polityczni nie zostawili na niej suchej nitki. "Myślałem, że trochę lepsi są w tym National Geographic, a to taki Smoleńsk dla opornych wyszedł. Detale leżą" - ocenił Piotr Witwicki z Polsat News.
Ruch Członkowie ruchu, należący do różnych kościołów, a niekiedy będący miłującymi sprawiedliwość ludźmi nie deklarującymi własnego wyznania, wzięli sobie za wspólny cel zwracanie uwagi opinii publicznej, na fakt iż Chrześcijaństwo jest nielegalne w 51 krajach i że często morduje i prześladuje się chrześcijan. „Chrześcijanie są brutalnie atakowani, gwałceni i mordowani właśnie za wiarę w Jezusa.” – zwracają uwagę. „To szokujące, że nikt nie mówi o prześladowaniach chrześcijan” - twierdzą. „Jest też szokujące, że nie czytamy o tym codziennie na pierwszych stronach gazet” – zadziwiają się. To są właśnie powody dla których ruch „Legalize Jesus” podejmuje działania w przestrzeni publicznej.