„Sumień łamać nie wolno. Partie słusznie nie chcą tego robić. Ale w sprawie związków partnerskich sumienie nie ma nic do rzeczy. Nie chodzi przecież o to, czy ludzie będą żyli w związkach niesakramentalnych i czy będą uprawiali niesakramentalny - także homoseksualny - seks. Gowin, Godson ani nawet Krystyna Pawłowicz nie mają dość odwagi, żeby proponować zakaz i penalizację stosunków homoseksualnych, co - jak rozumiem - jest ich sumieniu najbliższe i zaledwie kilkadziesiąt lat temu należało do chwalonej przez Kościół europejskiej normy. Tego projekty nie dotyczą. Chodzi tylko o to, kto z posłów się zamelduje pod sztandarem proboszcza czy biskupa i kogo w kampanii wyborczej księża będą zwalczali, a kogo pochwalą” - oznajmił Żakowski. A gdyby iść dalej jego tropem, to trzeba powiedzieć, że w głosowaniu chodziło o to kogo poprzez Żakowski z innymi liberałami obyczajowymi. I o żal, że jednak ich siła nie jest tak duża, by zmusić każdego, by uznał, że homoseksualizm jest normą, i że każdy, przynajmniej raz w życiu...
Ale to nie wszystko, bo chwilę potem są wnioski. „Dlatego po głosowaniu, w którym kolejny raz policzyła się frakcja klerykalna w PO, Donald Tusk nie tylko powinien, ale wręcz może sobie pozwolić na odzyskanie kontroli nad partią. Cenię instynkt polityczny premiera, który cierpliwie i ostrożnie usuwał z Platformy kolejne wampiry PO-PiS, z Janem Rokitą i Zytą Gilowską na czele. W takich grach Tusk był dotąd mistrzem. Dobrze to widać po tym, jak wyprowadził Platformę z matecznika IV RP wytwarzającego idee w rodzaju "Nicea albo śmierć" i "3x15". Nie ma powodu, by sądzić, że premier nie da rady teraz, kiedy powracają bestie tamtych czasów. Ale czas nie musi działać na jego korzyść” - uzupełnia Żakowski. „Im dłużej Gowin gra Tuskowi na nosie i mizdrzy się do PiS, tym większa grupa posłów się wokół niego gromadzi. Następnym razem z 46 może się zrobić na przykład 64. A intuicja mi mówi, że gdyby polemizując przed głosowaniem z Gowinem, premier zapowiedział dymisję ministra sprawiedliwości w związku z nadużyciem przez niego autorytetu urzędu, to z 46 zrobiłoby się najwyżej 30. Bo lwich serc jest w Sejmie niewiele” - konkluduje.
Słowem zlikwidować wszystkich, którzy nie zgadzają się z Żakowskim... Tyle, że kiedyś już taka partia, która we wszystkim się z nim zgadzała, była. Nazywała się Unia Wolności i już jej nie ma. A Donald Tusk dość dobrze pamięta jej dzieje. Stąd, przynajmniej na razie, na tego typu pomysły się nie zgodzi. Poczeka aż będzie się mógł zemścić bez strat.
Tomasz P. Terlikowski
