Coś się budzi! A do sierpnia coraz bliżej
To poczucie beznadziei było tym silniejsze, że przyszło po okresie, który dawał nadzieję, który pozwolił nam się policzyć i zobaczyć, który sprawił, że czuliśmy wiatr w żagle. I pewnie dlatego tak trudno było pogodzić się z tym jesiennym załamaniem, które związane było z klęską polityczną. I wtedy jeden z moich starszych (ode mnie, a nie w ogóle) przyjaciół powiedział mi krótko: „nie ma się, co załamywać. Po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski też przyszła zima i sfałszowane wybory i wydawało się, że nic się nie zmieni. A potem przyszedł sierpień i Solidarność”.