Pierwszy skandal związany z nowym filmem twórcy „Bruno” i „Borata” wybuchł przed oscarową nocą, gdy odmówiono ( w końcu zmieniono decyzję) „dyktatorowi” wejścia na scenę. Ta pijarowska zagrywka rozpoczęła swoisty marsz przez media arabskiego dyktatora.   Nowy film Coena zainspirowany jest powieścią "Zibbah i król" napisaną w 2000 roku przez… Saddama Husajna. Film opowiada o dyktatorze, który zrobi wszystko, by ochronić swój kraj przed największym zagrożeniem, jakim jest demokracja. Kiedy przybywa do Nowego Jorku, gdzie ma uczestniczyć w zgromadzeniu ONZ, jego prawa ręka osadza na stanowisku sobowtóra dyktatora. Dyktator ma więc czas pozwiedzać miasto i tak trafia do sklepu ze zdrową żywnością, prowadzony przez kobietę, która sprawia, że dyktator zmieni swoje nawyki żywieniowe i poglądy na demokrację. Jak zwykle w filmach komika, mamy do czynienia z niewybrednymi żartami z Amerykanów, gejów, AIDS, Żydów i innych nietykalnych świętości. Jak mówi Cohen, jest to „niezwykła historia dyktatora, który heroicznie ryzykował własne życie po to, by demokracja nigdy nie zawitała do kraju, który z taką miłością terroryzował”.

 

 

„Dyktator” niedawno złożył życzenia samemu Francois Hollande z okazji wygrania wyborów prezydenckich w Francji. "Dyktator" gratulował pokonania "karła". Dodał jednak, że jego faworytem byłby Dominiqe- Strauss Kahn, ktory został oskarżony o gwałt na pokojówce.

 


 

Ostatnio „Dyktator” przekonywał zaś Amerykanów, że nakręcił najlepszy film w roku. Dowodem na to była przedstawiona zakrwawiona recenzją z "New York Timesa" oraz obcięte kciuki ( dwa kciuki do góry!) krytyka "Chicago Sun-Times". Następnie dyktator przyprowadził ze sobą…samego Martina Scorsese.

 


 

 

Warto obejrzeć przedstawione filmiki nie tylko dla czystej zabawy. Sposób promocji „Dyktatora” pokazuje jak pop-kultura zaczyna przenikać do naszego życia i miesza się z rzeczywistością. Promocja nowej komedii Cohena nie polega już tylko na kampanii reklamowej a wchodzi bezpośrednio w otaczający nas świat. Do tej pory amerykańskie gwiazdy pojawiały się w programach rozrywkowych tylko jako aktorzy, którzy promują swój produkt. Cohen natomiast gdziekolwiek się pojawia, robi to jako Aladeen. Tym samym  komik ożywia swoją postać poza kinowym ekranem. Należy oczywiście przyznać, że nie jest on pierwszym, który wpadł na taki genialnie prosty plan. Wcześniej funkcjonujące w realnej przestrzeni publicznej elter ego stworzył legendarny Andy Kaufman. Jednak jego Tony Clifton funkcjonował w mikroskopijnym wymiarze. Cohen poszedł dalej. I można podejrzewać, że będzie próbował przebić swój wyczyn.

 

Łukasz Adamski