Archidiecezja wrocławska i Centrum Kultury im. Jana Pawła II chcą ewangelizować przyjeżdżających do Wrocławia kibiców. W programie są m.in. transparenty w strefie kibica "Jezus umarł za Czechy". Zdaniem ks. Czendlika ta akcja nie ma większych szans na sukces. - Raczej przyniesie odwrotny skutek i wzmocni w Czechach stereotyp Polaka - fanatycznego katolika. Takie działania mogą się im skojarzyć ze średniowiecznymi wyprawami krzyżowymi. Poza tym Czesi przyjadą na mistrzostwa sportowe, a nie po to, by poddawać się religijnej refleksji. Są do tego lepsze okazje - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Zdaniem duchownego, organizatorzy akcji pokazują, że nie znają swoich sąsiadów. - To, że Czesi nie identyfikują się ściśle z żadną konkretną religią, nie oznacza, że nie są wierzący. Wierzą w Boga, a nie w instytucję, jaką jest Kościół. Plakaty i transparenty, o których pani mówi, będą natomiast sugerować, że Czesi to ateiści, których trzeba przy każdej okazji nawracać. A to krzywdząca, niesprawiedliwa opinia. Ktoś może się nawet obrazić. W moim odczuciu Czesi są bardziej uduchowieni niż Polacy, głębiej przeżywają swoją wiarę - tłumaczy ks. Czendlik.
Duchowny od 20 lat pracujący w czeskiej Lanskroun jest pzekonany, że informacja "Jezus umarł za Czechy" nie będzie dla Czechów niczym szokującym. Bardziej zaskakujące będzie jego zdaniem miejsce, w którym ta informacja do nich dotrze. - Kiedy taki religijny introwertyk zobaczy adresowane do siebie katolickie hasła na stadionie czy w strefie kibica, może to wzbudzić w nim niesmak. Ludziom trzeba dać wolność wyboru, tak jak w restauracji, gdzie przeglądamy menu i mamy szansę się zastanowić, na co mamy ochotę, co nam odpowiada, a co nie. Można zaproponować Czechom mszę we Wrocławiu w ich ojczystym języku, ale to powinna być delikatna sugestia, a nie podszyta chęcią wywierania na nich wpływu - tłumaczy duchowny.
eMBe/Wiadomości.gazeta.pl

