Kolejny kraj ma zamiar zalegalizować „małżeństwa” homoseksualne. W Chinach dokonuje się około 13 milionów aborcji rocznie. Szwecja dąży do zatarcia identyfikacji płciowej wprowadzając między innymi zakaz zwracania się do przedszkolaków „dziewczynki i chłopcy” i tworząc listę bezpłciowych imion.  W Anglii planuje się obniżenie wieku rozpoczęcia „edukacji seksualnej”. Trwa proces globalnej demoralizacji. Oficjalnie potępia się jeszcze pedofilię i dziecięcą pornografię ale coraz częściej słychać pojedyncze (na razie) głosy nawołujące do depenalizacji niektórych praktyk wykorzystujących lub demoralizujących dzieci.

 

Ludzie, którzy nie aprobują tego rodzaju procesów, przytłumieni intensywną propagandą i coraz większą agresją ze strony „postępowych” środowisk, czują się coraz bardziej bezsilni. Ale przecież jest nas dużo. Może już czas dostrzec jak bardzo dużo i rozpocząć wspólną, konsekwentną walkę o przywrócenie zasad moralnych i właściwą ochronę życia i godności ludzkiej.

 

Zacznijmy od naszego chrześcijańskiego podwórka. Działania ekumeniczne budzą wiele wątpliwości i trudno się temu dziwić. Wiadomo, że o dogmatach się nie dyskutuje i tu o ekumenizmie mowy być nie może, wiadomo, że kwestie dyscyplinarne wymagają ogromnej ostrożności ale możemy spokojnie rozwinąć współpracę w walce z demoralizacją i odczłowieczaniem. W tym katolicy, prawosławni i znaczna część (tak, tak!) denominacji protestanckich doskonale się zgadza.

 

Ba, w tej kwestii warto podjąć inicjatywy międzyreligijne, przede wszystkim wspólnie z wyznawcami islamu i judaizmu, w pewnym stopniu również buddyzmu. Mało tego, znajdzie się niejeden agnostyk czy ateista przeciwny demoralizującej polityce „postępowców”, który chętnie przyłączy się do działań na rzecz przywrócenia dyscypliny moralnej i obrony życia oraz godności ludzkiej.

 

Trzeba tylko przestać się bać kilku rzeczy bo nie ma czego:

1. Nie bać się otwarcie głosić swoich poglądów  i nazywania rzeczy po imieniu

2. nie bać się agresji, ośmieszania, kpin i poniżania ze strony „postępowców”. Takimi reakcjami nie mogą dotknąć mówiącego prawdę a tylko wydają świadectwo o sobie

3. nie bać się współpracy z tymi, którzy się od nas różnią. Rozumiem zarówno obawy o rozmiękczanie ortodoksji jak i poczucie zagrożenia wynikające z kontaktów i współpracy z innymi religiami ale należy pamiętać, że gdyby Apostołowie nie podejmowali takiego ryzyka to nikogo by nie nawrócili, jeżeli my nie podejmiemy takiego ryzyka to damy większe pole do popisu złu a to już jest grzech zaniedbania. I głupota, bo w ten sposób pozwolimy wrażym zastępom zająć kolejne pozycje, kolejne przyczółki, aż wreszcie zajmie cały świat.

 

Być może przyszedł czas, by wezwanie "Abyście byli jedno" zacząć realizować w walce o ocalenie moralności i godności człowieka. Może nadszedł czas, by walczyć po prostu jako ludzie, by połączyć siły tam gdzie cel jest wspólny? Walka, która nas czeka nie ma przecież wymiaru religijnego, ale ogólnoludzki. Nie chodzi w niej o dominację ale o obronę podstawowych wartości, które są wspólne wszystkim ludziom. Jeżeli pozwolimy postępowym kohortom dorwać się do dzieci, to nie będzie miało znaczenia czy będą to dzieci katolików, protestantów, muzułmanów, buddystów, animistów czy ateistów. Będą to tylko zdemoralizowani do szpiku kości następcy postępowych harcowników, przyszli władcy świata, nieludzkiego świata, na którym żyć już nie będzie się chciało nikomu.

 

Monika Nowak i Alexander Degrejt