Była posłanka Sawicka staje się bohaterką farsy rodem z Ionesco, a może i momentami z Witkacego. Przykro to mówić o kobiecie, którą prawdopodobnie czeka wyrok, a być może nawet kara pozbawienia wolności. W ogóle, przykro patrzy się na kobietę, która jest tak smutna, jak pani Sawicka, ale trzeba pamiętać, że tak, jak korupcja jest apolityczna, tak jest i apłciowa. Jeśli kobieta, jak się potocznie mówi – bierze w łapę, to niczym nie różni się to od łapówkarza mężczyzny.
Beata Sawicka próbuje w tej chwili, zresztą już po raz kolejny, kreślić swój wizerunek jako ofiary bezwzględnego amanta (już nawet nie agenta) Tomka, ale to wszystko kompletnie nie trzyma się rzeczywistości. Przypomnę, że prokuratura oskarżając Sawicką doszła do wniosku, że ze strony agenta Tomka nie było żadnych nadużyć. Wszystko, co opowiadała Sawicka o swoich melodramatycznych przejściach i doznaniach rodem z komedii romantycznych, bardziej przypomina jakąś tragifarsę.
Niepokoi także, że obraz Sawickiej, który wyłania się z fragmentów ujawnionych nagrań rozmów z agentem Tomkiem, i ten, który prezentuje ona na sali sądowej, to jakby dwie osoby. Jak rozumiem, obrońca nie wnosi jednak o badania psychiatryczne.
Przypomnę, że podczas przesłuchań Lew Rywin głównie milczał. Sawicka nie korzysta z tej szansy. Dość ciekawe w jej wczorajszej mowie było nawiązywanie do znajomości z premierem Donaldem Tuskiem. Mówiła też: „to nie moja wina, że znam Ewę Kopacz”. Nie wiem, czy miały to być może jakieś tropy podrzucane prokuraturze, czy miało to mieć formę jakiegoś delikatnego – choć w przypadku Sawickiej to słowo trzeba brać w cudzysłów – szantażu. Trudno to wszystko rozpatrywać na poważnie. Gdybym był dramaturgiem, to natychmiast jej sądowy monolog, w zestawieniu oczywiście z nagraniami, wziąłbym do jakiejś sztuki.
To wszystko jest jednak żenujące, ale trzeba przyznać, że być może wskutek tej sprawy na polityków pada dziś większy strach. Hasło o „kręceniu lodów” już nie jest tak wyśmiewane, a przypomnę, że do polskiego słownika politycznego wprowadziła je właśnie Beata Sawicka.
Not. Marta Brzezińska

