Przekroczenie granic żartu
Sędzia, prezes sądu, który ze służalczą uległością zgadza się na wszystko czego zażąda rzekomy pracownik kancelarii premiera, jawnie łamiący zasadę NIEZAWISŁOŚCI władzy sądowniczej zasłużył co najmniej na kilka batów przy miejskim pręgierzu (dla przywrócenia równowagi moralnej) a na to pan profesor zgodzić się nie może. Jakże to tak, kolega po fachu świecący gołym zadkiem przed katem wymierzającym pouczenie? Niedopuszczalne! Jeżeli raz pozwoli się na takie uchybienie sędziowskiemu autorytetowi to nagle mogłoby się okazać, że nową, świecką tradycją stanie się prowadzenie rozpraw w postawie Hab-Acht, gdyż wspomniane pouczenie świeżo zalegające w pamięci nie pozwalałoby na przyjęcie pozycji siedzącej a pokora i ból istnienia wypisane na twarzy sędziego stałyby w jawnej sprzeczności z powagą wymiaru sprawiedliwości. Naruszony zostałby też niewątpliwie autorytet Temidy.