Jego zdaniem podawana przez Czerwony Krzyż liczba 2600 ofiar masakry na Placu Niebiańskiego Spokoju wydaje się "przesadzona", a ówcześni ambasadorowie Niemiec, USA i Wielkiej Brytanii w Pekinie oceniali, iż ofiar było dużo mniej.
- Decydujące było to, że Chiny nie miały wówczas skoszarowanej policji. To oznaczało, że rząd, gdy chciał interweniować, dysponował wyłącznie wojskiem. A żołnierze uczyli się tylko strzelać - powiedział były socjaldemokratyczny kanclerz Niemiec.
- Jednocześnie po raz pierwszy od dłuższego czasu miała miejsce wizyta przywódcy Związku Sowieckiego. Michaił Gorbaczow musiał opuścić WielkąHalę Ludową tylnym wyjściem, bo przed głównym demonstrowali studenci. Dla Denga (Xiaopinga - przyp. red.) była to utrata twarzy - stwierdził Schmidt.
Ówczesny kanclerz był pierwszym europejskim politykiem, który udał się do Pekinu po wydarzeniach na placu Tiananmen z 4 czerwca 1989 r. Schmidt pełnił swój urząd od 1974 do 1982 r.
AM/Interia.pl

