Czy będzie amerykańska interwencja w Syrii?
Na początku warto podkreślić, że podobnie jak armia w Egipcie Baszszar al-Asad jest w tej chwili jedynym gwarantem, że Syria nie stanie się państwem fundamentalistycznym, będącym zagrożeniem dla sąsiadów, a w szczególności dla Izraela. Powie ktoś, że przecież największy wróg żydowskiego państwa, Iran, wspiera właśnie Asada, że to po jego stronie bojówki Hezbollahu walczą z sunnickimi rebeliantami. Problem w tym, że wewnętrzne podziały w samym islamie tracą znaczenie kiedy dochodzi do konfrontacji z niewiernymi. Zauważyć też trzeba, że afgańscy talibowie to ugrupowanie sunnickie – jak wyglądały ich rządy chyba nikomu przypominać nie trzeba. I dokładnie tak samo mogą (choć wcale nie muszą) wyglądać rządy sunnitów w Syrii jeżeli rebeliantom uda się obalić reżim prezydenta Asada. Czym dla Izraela byłyby talibskie rządy w Damaszku domyśli się chyba każdy, kto choć trochę orientuje się w stosunkach panujących na Bliskim Wschodzie.