Wiadomości
Żyjemy w czasach, w których rodzice nie mają już praktycznie żadnej władzy nad swoimi pociechami a ich kompetencje zostały niemalże sprowadzone do tych, jakie miał pracownik PGR odpowiedzialny za trzodę – mają dbać o ich zdrowie, zapewnić dach nad głową, wikt i opierunek, oraz ślepo wykonywać polecenia i nakazy. A wszystko to pod ścisłym nadzorem armii urzędników, której przedstawiciele mogą w każdej chwili zakwestionować te ograniczone do minimum kompetencje i skierować dzieci do placówki wychowawczej. Mówiąc wprost – dzieci w Polsce zostały znacjonalizowane, uznano je za dobro wspólne i jako takie zostały one przekazane pod państwowy zarząd i, niejako przy okazji, pozbawiono podmiotowości. Przykre to, ale prawdziwe, w tzw. „Wolnej Polsce”, dwadzieścia cztery lata po „upadku komuny” zadziałał ten sam mechanizm co w latach powojennych, ustawodawcy i urzędnicy kierując się tymi samymi motywami co komuniści upaństwawiający przemysł i przeprowadzający reformę rolną – stwierdzono, że owo w