Terlikowski: Urojenia księdza Lemańskiego
A przekonałem się o tym na swoim przykładzie. Jakiś czas temu chciałem poznać opinię księdza Lemańskiego na temat jego własnej sprawy. Zadzwoniłem więc i zaproponowałem spotkanie. Ksiądz się zgodził, i ustaliliśmy termin. Niestety zachorowały mi dzieci i musiałem z nimi pojechać do lekarza. Wysłałem esemesa. Potem umówiliśmy się ponownie, ale moja mama trafiła do szpitala. I jak poprzednio poinformowałem księdza o niemożliwości spotkania. A później ksiądz zaczął oskarżać swojego arcybiskupa o zachowania godne kardynała O'Briena i uznałem, że z oszczercą nie ma co gadać.