Przeproście!
Niemal od samego początku, stawianie wszelkich znaków zapytania traktowane jako niezwykłe faux pas, na które nie mógł pozwolić sobie każdy, kto chciał uniknąć ostracyzmu i wykluczenia z grona "poważnych" ludzi. Już zaczęły pojawiać się skecze kabareciarzy o tupolewie, cięte opinie wszelkiej maści gryzipiorków, a nawet ironiczne komentarze przedstawicieli kanapo... pardon - jedynie prawdziwej Prawicy, którzy z katastrofy smoleńskiej zrobili sobie kolejną okazję do kopnięcia w "pisiorów" i urojonej obrony jedynego prawdziwego świętego Kościoła Rzymskiego przed "Sektą Smoleńską", do spółki z katechonem Donaldem Tuskiem.