Niemal od samego początku, stawianie wszelkich znaków zapytania traktowane jako niezwykłe faux pas, na które nie mógł pozwolić sobie każdy, kto chciał uniknąć ostracyzmu i wykluczenia z grona "poważnych" ludzi. Już zaczęły pojawiać się skecze kabareciarzy o tupolewie, cięte opinie wszelkiej maści gryzipiorków, a nawet ironiczne komentarze przedstawicieli kanapo... pardon - jedynie prawdziwej Prawicy, którzy z katastrofy smoleńskiej zrobili sobie kolejną okazję do kopnięcia w "pisiorów" i urojonej obrony jedynego prawdziwego świętego Kościoła Rzymskiego przed "Sektą Smoleńską", do spółki z katechonem Donaldem Tuskiem.

 

I co teraz? Donek-katechonek (copyright by prof. Jacek Bartyzel) znowy wyskoczy z jakimś kretyńskim tłumaczeniem godnym faceta o charyzmie paprotki (przepraszam miłośników tejże roślinki!), rzesza zjadaczy hamburgerów dostanie niestrawności od kolejnej informacji "o tym Smoleńsku" (o czym świadczą internetowe komentarze), a radykalni onan... pardon - konserwatyści znowu będą pozować na wybitnych ekspertów w dziedzinach o których nie mają pojęcia, dalej biadoląc o złym PiS-ie, przebiegłym Kaczyńskim, itd. O reakcjach salonu nawet nie warto wspominać. Tam zawsze znajdzie się jakaś - mówiąc Ziemkiewiczem - k...a z grubo zacerowaną cnotą, która zdąży naubliżać ofiarom katastrofy i ich rodzinom.

 

Tyle, że Prawda broni się sama...

 

Aleksander Majewski