Fronda.pl: Jak odniósłby się Pan do ostatnich doniesień medialnych ws. katastrofy smoleńskiej?

Andrzej Melak (przewodniczący Komitetu Katyńskiego, brat śp. Stefana Melaka): Jeśli nie przeprowadza się badań i oddaje wszelkie argumenty w ręce Rosjan, to czego właściwie mogliśmy się spodziewać? Nie jestem Kasandrą, nie jestem żadnym wróżbitą, ale od początku byłem przekonany, że tam był zamach. Moja linia postępowania nie zmieniła się w żadnym stopniu. Już będąc w Moskwie wiedziałem, że wszystko jest zamiatane pod dywan. Niestety to gorzka satysfakcja. Trzeba było dwóch lat i siedmiu miesięcy, żeby dotarło to do tych, którzy byli odpowiedzialni. Proszę Pana, gdzie jest premier? Gdzie jest premier, który wie o tym od kilku dni? To hańba! Ten człowiek powinien z pokorą oddać się do dyspozycji.

 

Niedawno powiedział mi Pan, że nie wierzy, że coś jeszcze mogłoby wstrząsnąć sumieniem społeczeństwa. A teraz?

Jestem realistą. Najpierw było pomylenie ciała Anny Walentynowicz z inną ofiarą, potem słyszeliśmy o pomyleniu ciała Ryszarda Kaczorowskiego, a teraz mamy wszystko, jak na dłoni. P. Hypki, który jest największą kreaturą, jaką kiedykolwiek widziałem, twierdzi, że to nic nie zmienia. W dalszym ciągu twierdzi, że to była wina pilotów... Jeżeli są tacy ludzie, a na pewno są, do których nie docierają fakty, to jest najgorsza wiadomość dla Polaków.

 

Niedawno słyszeliśmy o kolejnym tajemniczym samobójstwie. Czy widzi Pan jakiś związek z tą sprawą?

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko ma jakąś logikę, której rezultatów nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Obawiam się dokąd to wszystko zmierza. Kto tym kieruje? Można powiedzieć, że jest to granie Polakami. Nawet nie na Polakach, ale właśnie Polakami. Obawiam się, co dalej będzie się działo. To wszystko czemuś ma służyć.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał Aleksander Majewski