W sprawie katastrofy smoleńskiej prowadziłaś niejedno śledztwo dziennikarskie. Czy spodziewałaś, że na siedzeniach Tupolewa zostanie odnaleziony trotyl?


Spodziewałam się, że prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw, jednak bardzie oczekiwałam że koronne dowody znajdziemy w ciałach ofiar, zresztą już dzisiaj mamy potwierdzenie tej informacji. Chyba każdy się teraz zgodzi, że hipoteza o zamachu powinna być traktowana priorytetowo przez prokuraturę.

 

Czy premier Tusk już to zrozumie?


On po raz kolejny się skompromitował. Wiedział o trotylu od kilkunastu dni. Miał fakty naukowe ujawnione przez badaczy z całego świata podczas I konferencji naukowej dotyczącej badań katastrofy smoleńskiej. Powinien po tych informacjach natychmiast wszcząć prace komisji badającej przyczyny katastrofy. Jednak kolejny raz była to gra na zwłokę, kolejny raz próbowano coś ukryć przed opinią publiczną, rodzinami i ich pełnomocnikami. Można zadać pytanie: jakim celu?

 

Trotyl potwierdza tezę o zamachu?


Gdyby w glebie lotniska był trotyl i nitrogliceryna z czasów II wojny światowej to zarówno MAK jak i Komisja Millera musiałyby ujawnić wcześniej ten fakt i wskazać jego pochodzenie. Z jakichś względów nie chodziło tutaj o przyczyny historyczne tych śladów. Rosjanie nie ujawnili informacji o trotylu, a polscy prokuratorzy dotarli do mikro śladów dopiero wtedy, gdy użyli specjalistycznego sprzętu. Z pewnością znaleziony trotyl jest koronnym argumentem, aby badać hipotezę o zamachu, bo z jakiego powodu trotyl i nitrogliceryna miałyby się znaleźć na pokładzie rządowego Tupolewa?

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski