Wiadomości
Nie dalej jak dwa lata temu wygłosiłem na jednej z konferencji referat zatytułowany „Interhomo” (ukazał się w książce „Pedagogiczny zapis dekady”, Olsztyn 2011). Tekst z punktu widzenia publicystycznego nieciekawy gdyż skierowany do ludzi z branży, a więc naukowy, pełen obcych pojęć i dowodowych przywołań opatrzonych przypisami. W największym skrócie dotyczył on analizy przyczyn i skutków klęski polityki „multi-kulti”, kwestionował sens takiej polityki i podważał podstawy myślenia o nieprzebranym bogactwie wypływającym z mieszania się kultur, z ich wzajemnego „ubogacania się” i konstruowaniu w ten sposób pokojowej drogi współistnienia narodów, religii, ideologii. Mało tego, ukazałem w referacie niemożność tworzenia takich kulturowych hybryd bez stałej obecności swoistego „emulgatora”. Parę miesięcy później w jednym z felietonów (piszę je od lat dla naszych toruńskich „Nowości”), jednoznacznie opowiedziałem się przeciwko wydaniu zezwolenia na budowę w sercu ogromnego, stołecznego osiedl