- Pan prof. Nowaczyk stwierdził, że - według niego - miały one charakter zewnętrzny w stosunku do mechanizmu samolotu. (...) Ja jedynie przekazuję jego zdanie, nie mam własnego poglądu na ten temat – powiedział po posiedzeniu zespołu jego szef Antoni Macierewicz.

 

Poseł PiS przyznał, że na razie nie chce mówić o naturze i pochodzeniu ewentualnych wstrząsów. - Nie interpretuję tego, na razie zbieramy fakty - podkreślił. Dodał, że zespół prof. Nowaczyka w oparciu o zarejestrowane parametry lotów mógł stwierdzić jedynie, że takie wstrząsy miały miejsce i w którym miejscu nastąpiły. - Ale jakiej one były natury, jaka była ich przyczyna, tego nie wiemy. Wiemy, że powodem katastrofy nie było zahaczenie o brzozę. Samolot nie zmienił kursu po minięciu tej brzozy, zmienił kurs dużo dalej – powiedział Macierewicz.

 

Macierewicz zaznaczył, że analizie amerykańskiego zespołu poddano dane zawarte w mechanizmach samolotu. - Mieliśmy do czynienia z chłodną analizą profesjonalisty, fizyka, profesora Uniwersytetu Maryland, który od wielu, wielu miesięcy pracuje nad danymi amerykańskimi pochodzącymi z przyrządów tego samolotu, które zostały zbadane w Redmond w USA i (...) stały się bazą do analizy całego zespołu, w imieniu którego dzisiaj prezentował jego wyniki pan profesor Nowaczyk – powiedział poseł PiS.

 

W jego ocenie najważniejszymi wnioskami płynącymi z wystąpienia prof. Nowaczyka jest stwierdzenie, że: samolot nie zmienił kursu po minięciu brzozy. - Tej, "której MAK przypisuje złamanie skrzydła i obrót wokół własnej osi" – dodaje poseł.

 

- Tak nie było, samolot nie zmienił tego kursu, nie ma co do tego cienia wątpliwości. To stało się dużo dalej, po minięciu punktu wyznaczonego przez aparaturę TAWS, a między punktem zamrożenia wszystkich funkcji, zamrożenia pamięci centralnego komputera. Wtedy, kiedy doszło – na skutek dwóch wielkich wstrząsów - do awarii systemu zasilania, systemu elektrycznego – powiedział Macierewicz. Jak dodał, stało się to 15 metrów nad poziomem pasa.

 

żar/Niezalezna.pl