Przed budynkiem Kancelarii Premiera kilka osób pikietowało domagając się prawdy o katastrofie smoleńskiej. W kolejce do wejscia razem z dziennikarzami tłoczyli się członkowie rodzin osób, które zginęły w katastrofie. Nerwowa atmosfera, duże napięcie. W sali gdzie odbywa się  konferencja mnóstwo ekip telewizyjnych.  Będzie przelom? Chyba nie...

Co wyniknęło z ponad rocznych prac Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, na której czele stoi szef MSWiA Jerzy Miller. Nie była ona odpowiedzią na rapot MAK, taką jakiej byśmy oczekiwali.  

Porównano dwa loty do Smoleńska premiera i prezydenta, z których pierwszy był zdecydowanie lepiej przygotowany. Generał Błasik nie wpływał na decyzje załogi - powiedział minister Miller. W kabinie był dyr. Kazana i gen. Błasik, ale nie ingerowali w przebieg lądowania – stwierdziła Komisja. Poza tym, z jej ustaleń licznie zgromadzeni dziennikarze (ponad 30 kamer) nie dowiedzieli się w sumie wiele nowego. Komisja stwierdziła: były wieloletnie zaniedbania w szkoleniu pilotów w 36 Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego i niedostateczna wiedza pilotów jeśli chodzi o funkcjonowanie samolotu, którym lecieli z prezydentem. Załoga była źle dobrana. Tylko jedna osoba, czyli pilot znała dobrze język rosyjski, a on choć robił co mógł (był źle naprowadzany z wieży, źle zadziałały pokładowe przyrządy) żeby ratować samolot - nie dał rady.

Komisja przedstawiła kluczowe 5 sekund, które upłynęły pomiędzy komendą „Odchodzimy”, a realizacją czynności. Dowódca statku potrzebował tyle czasu, żeby zorientować się, że przycisk automatycznego odejścia nie zadziałał. Dowódca powiedział "Odchodzimy" na wysokości 39 metrów nad ziemią. Było już wtedy za późno - stwierdziła komisja Millera. Jej szef powiedział jednak dobitnie, że piloci nie byli samobójcami. Dodatkowym problemem był pofałdowany, nierówny teren lotniska i wysokie drzewa, rosnące na jego terenie. Lotnisko było też źle oświetlone i źle przygotowane.

Dowiedzieliśmy się również, że lotnisko w Smoleńsku nie było wprowadzone w komputerowy system TAWS w TU-154. Pilot Protasiuk podejmował szybko w ostatnich sekundach prawidłowe decyzje, co potwierdził Miller: - Tylko nie było nawyku jak w takich trudnych warunkach atmosferycznych je realizować. Warunki były skrajnie trudne. Brakowało pilotom szkolenia w trudnych warunkach atmosferycznych z wykorzystaniem symulatorów.

Członek Komisji Mirosław Grochowski jednoznacznie stwierdzi: - Bezpośrednią przyczyną wypadku było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania przy nadmiernej prędkości opadania. Ci co liczyli na więcej zawiedli się.

Warto dodać, że tak bardzo oczekiwany raport nie był spektaklem na skalę stanowczości Anodiny. Prezentacje multimedialne szkoda, że takie słabe. Nie przykryto upokorzenia jakim był raport MAK. A tezy Komisji? Wypowiadane wcześniej w medialny świat, ogłoszone dziś dosyć beznamiętnie, ciągle nie rozwiały wielu wątpliwości.

Tekst i fot. Jarosław Wróblewski


/

/

/

/

/

/

/

/

/

/

/