„Ale jaja!” – zaczyna autor. „Wychodzi na to, że (…) zgodnie z ustawą zrzekła się urzędu” – czytamy dalej, a następnie: „Czarzasty miał rację… sprawa jest zakończona” i nie chodzi już o literalne znaczenie tych słów. Chodzi o coś znacznie głębszego – o poczucie, że państwo przestało być przewidywalne.

W Polsce coraz częściej – niestety - nie obowiązuje prawo, ale… interpretacja. A dokładniej: interpretacja wygodna dla tych, którzy w danym momencie sprawują władzę. Jednego dnia przepis znaczy jedno, drugiego – coś zupełnie przeciwnego. Jednych obowiązuje rygor, innych pobłażliwość. Wszystko zależy od tego, kto akurat siedzi przy stole.

W tym sensie wpis Krzysztofa Piusińskiego trafia w nerw społeczny. Bo nie jest istotne,czy jego teza jest formalnie bez zarzutu. Istotne jest to, że dla wielu ludzi brzmi ona wiarygodnie. A to już poważny problem dla każdego państwa.

Słowa wypowiedziane przez Włodzimierza Czarzastego – „sprawa jest zakończona” – w tej narracji nabierają nowego znaczenia jako symbol stylu uprawiania polityki.

Stylu, w którym:

  • decyzje zapadają szybciej niż ich uzasadnienia,
  • komunikaty wyprzedzają procedury,
  • a pewność siebie zastępuje odpowiedzialność.

To właśnie ten styl budzi największy sprzeciw. Nie chodzi o jedną sprawę. Chodzi o powtarzalność mechanizmu.

Każda władza – bez wyjątku – staje przed pokusą nadużycia. Historia pokazuje, że granica przesuwa się stopniowo. Najpierw są drobne odstępstwa. Potem „wyjątki od reguły”. W końcu wyjątek staje się normą.

W takim świecie obywatel zaczyna się zastanawiać: czy prawo jest jeszcze wspólne dla wszystkich, czy tylko dla tych, którzy nie mają wpływu na jego interpretację?

I właśnie w tym miejscu pojawia się gniew. Niekoniecznie elegancki. Czasem przesadzony. Czasem niesprawiedliwy. Ale autentyczny.

„To już koniec pajacowania” – pisze autor wpisu. Można uznać to za przesadę. Można skrytykować formę. Ale nie można zignorować treści emocji, która za tym stoi.

Bo język mediów społecznościowych jest dziś językiem nastrojów społecznych. A te nastroje są coraz bardziej napięte. Coraz mniej ufne. Coraz bardziej przekonane, że ktoś „ustawia zasady gry” pod siebie.

Felieton nie jest miejscem na rozstrzyganie sporów prawnych. Jest miejscem na zadanie pytania: dokąd to wszystko prowadzi?

Jeśli obywatel przestaje wierzyć, że instytucje działają według jasnych zasad, zaczyna traktować państwo jak przeciwnika, nie jak wspólnotę. A to jest moment krytyczny.

Bo państwo prawa nie upada wtedy, gdy ktoś złamie przepis. Upada wtedy, gdy ludzie przestają wierzyć, że przepisy mają jeszcze jakiekolwiek znaczenie.

I może właśnie dlatego wpis Piusińskiego – choć ostry, choć emocjonalny – wywołuje tak silny rezonans. Bo trafia w poczucie, że coś się rozjeżdża. Że reguły przestają być oczywiste.

A jeśli rzeczywiście „sprawa jest zakończona”, to pytanie brzmi: czy zakończona została konkretna sprawa… czy może coś znacznie ważniejszego?

Zenon Witkowski