Wiadomości
Wojna w Syrii, którą wyraźnie już zapowiada coraz ostrzejsza retoryka Stanów Zjednoczonych i części krajów zachodniej Europy, wbrew temu, co się mówi w mediach, nie jest ani prosta ani oczywista. Bashar Al-Assad jest wprawdzie obrzydliwym typem, który morduje cywilów i używa broni gazowej, ale opozycja też nie składa się z aniołów, a za jej plecami i na jej plecach do władzy dojść mogą i prawdopodobnie dojdą, jeśli tylko pozostawi się minimum demokracji, islamiści. Ci nie będą mieć litości nie tylko dla miejscowych chrześcijan (którzy już teraz wyrażają swoje związane z tym obawy), ale i dla Izraela. Wybór, jaki ma Zachód jest zatem wyborem między dżuma a cholerą, no chyba, że zdecyduje się zaangażować zachodnie wojska na pół wieku albo wiek, bez większych nadziei, że coś długofalowo zmienimy, za to z pewnością, że stracimy wielu żołnierzy, a wojna w końcu rozleje się także na ulice europejskich miast.