Wiadomości
Po tym, jak Władimir Putin i Dmitrij Miedwiediew, na polecenie tego pierwszego, zamienili się stanowiskami, już nikt w zachodnich stolicach nie powinien mieć wątpliwości, że władca Kremla zwinął swój cyrk pod nazwą „liberalna Rosja” i przestał się przejmować tym, że Kreml ma na Zachodzie coraz gorszą prasę. W efekcie znów można było usłyszeć jęk zawodu europejskich pięknoduchów, którzy przez lata łudzili się, że znają receptę na „okcydentalizację” tego kraju. Teraz przyszło im się zmierzyć z kolejną porażką. Trzeba Putinowi oddać sprawiedliwość, że projekt z Miedwiediewem-reformatorem, choć toporny i przewidywalny do bólu, przynosił pożądane rezultaty. Klasyczna rosyjska bajeczka dla głupiutkich zapadniaków, pamiętająca czasy daleko starsze niż komunizm, otwierała kolejne pole manewru dla „grupy trzymającej władzę” na Kremlu. Starzy towarzysze do rozpuku mogli śmiać się z licznych analiz i wypowiedzi ekspertów, przekonujących siebie nawzajem, że warto ustępować Rosjanom, godzić się na