Wiadomości
Moje życie nim poznałam Pana Boga było uwikłane we wszelkie możliwe zniewolenia. Jednocześnie, ponieważ nie znałam Go, nawet nie miałam świadomości zła, którego się dopuszczałam, ale bardzo mocno doświadczałam go „na własnej skórze”. Przeżywałam prawdziwe piekło na ziemi - moje życie było pasmem nieszczęść, dramatów zewnętrznych i wewnętrznych, ciągłego poczucia porażki. Pomimo moich usilnych starań nic mi w życiu nie wychodziło, cokolwiek dobrego chciałam zrobić to się rozsypywało, nie dochodząc do skutku. To wszystko powodowało ciągłe poczucie stresu i paraliżującego, neurotycznego lęku. Gdy dzisiaj patrzę wstecz to stwierdzam, że nie zasługiwało ono nawet na miano życia, ale była to tylko wegetacja, aby jakoś przeżyć, wytrzymać jeszcze jeden dzień. Moja osobowość była tak zdegradowana, że nawet nie wiedziałam, co lubię, co chcę… W żaden sposób nie byłam w stanie się rozwijać.