Wiadomości
Aby uzasadnić tę, dość trzeba powiedzieć karkołomną tezę, dziennikarze „GW” sięgnęli po raport komisji Millera, z którego wyczytali, że „kapitan, przekonany, że nie uda się wylądować, nie "czuł wsparcia" ze strony "głównego dysponenta lotu", czyli prezydenta”. Opinia ta, i to zarówno w papierach komisji, jak i dziennikarzy, dowodzi, że traktują oni naszych pilotów, jak dzieci, które potrzebują wsparcia. Nie wiadomo, co miał zrobić prezydent: pogłaskać ich po główkach czy może powiedzieć: „nie martwcie się kochani, niech tam na dole czekają, a ja się cieszę, że polecimy na lotnisko zapasowe”. Pewne jest jednak, że cokolwiek by powiedział, to i tak teraz Czuchnowski z Kublikową przekonywaliby, że było to wsparcie za małe, i że gdyby było większe, to katastrofy by nie było.