Ks. Henryk Zieliński: Granice rozsądku
Niemieckich obozów dla uchodźców na polskich ziemiach najmniej nam potrzeba - pisze ks. Henryk Zieliński w tygodniku "Idziemy".
Tag
Wszystkie artykuły powiązane z tagiem kościół.
Niemieckich obozów dla uchodźców na polskich ziemiach najmniej nam potrzeba - pisze ks. Henryk Zieliński w tygodniku "Idziemy".
Dzisiaj rozpoczyna się V Tydzień Wychowania, który w Kościele będzie trwać od 13 do 19 września. Z tej okazji ośmiu polskich biskupów będzie zamieszczać na twitterze krótkie teksty na temat wychowania.
<<< DLACZEGO BÓG SZUKA CZŁOWIEKA? DLACZEGO PRZYCHODZĄ DO NAS DUSZE ZMARŁYCH? PO CO MAMY WALCZYC Z NAŁOGAMI? ZOBACZ !>>> Św. Jan Bosco wieczorem 26 V 1862 roku dostąpił widzenia, które ma wielkie znaczenie dla naszych czasów:
Amerykański dziennik „The Washington Post” wieszczy wielką wojnę w Kościele świętym. Zwykłym lewicowym zwyczajem „WP” przeciwstawia sobie „dobrego postępowca” Ojca Świętego Franciszka „złym i obskuranckim” kardynałom, zwłaszcza kard. Raymondowi Leo Burke’owi.
- Papież nie zna sytuacji – podkreślił węgierski biskup, który już zetknął się z rzekomymi uchodźcami. Jego zdaniem większość z nich ma sporo pieniędzy, odrzuca pomoc. – Większość z nich zachowuje się w sposób arogancki i cyniczny – ostrzega biskup, który w pełni podziela stanowisko premiera Victora Orbana.
Apelując do europejskich parafii o udzielenie gościny rodzinom uchodźców, Franciszek miał na myśli wspólnoty parafialne, jako społeczności żyjące na danym terytorium, a nie tylko proboszczów czy plebanie – oświadczył watykański rzecznik prasowy, komentując wczorajszy apel Ojca Świętego podczas południowej modlitwy na Anioł Pański.
Przyjęcie uchodźców wymaga decyzji biskupów, rozmów na ten temat i jakiegoś skoordynowanego działania w skali całego Kościoła w Polsce. Nie może to być pozostawione jakiejś spontanicznej czy emocjonalnej reakcji —powiedział prymas Polski abp Wojciech Polak.
Litania na święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny(do prywatnego odmawiania)
- Możemy doraźnie pomóc, ale integracja, posyłanie do szkoły, danie pracy - tu Kościół nie ma możliwości - mówi portalowi FRONDA.PL ks. dr Waldemar Cisło z organizacji "Pomoc Kościołowi w potrzebie".
- Rodzina, szkoła i Kościół to trzy filary wychowania. Jeżeli którykolwiek zostanie zburzony rozsypie się cała konstrukcja rodziny rodzin, jaką jest Ojczyzna - mówił abp Sławoj Leszek Głódź podczas odpustu Narodzenia MB Królowej Polskiego Morza w Swarzewie.
Politycznie, przynajmniej jeśli brać pod uwagę interesy Starego Kontynentu, naszej cywilizacji (podupadającej, ale wciąż jednak niosącej w sobie pewne wartości) czy choćby naszego kraju, nie da się jej uzasadnić. Przyjęcie setek tysięcy uchodźców i imigrantów (bo bardzo trudno odróżnić jednych od drugich, a jednych i drugich od – być może nielicznych, ale jednak zapowiadanych, wysłańców Państwa Islamskiego) oznacza głęboką zmianę społeczną w krajach, które dotąd imigrantów nie gościły, a jeszcze głębszą w tych, gdzie wspólnoty islamskie są już na trwałe zakorzenione. A przecież na tej fali zmiana się nie skończy. Jeśli ci, którzy już są w Europie, albo na jej obrzeżach zostaną przyjęcie, w ich ślady pójdą następni. Pół miliona, może milion, a może znacznie więcej. Afganistan, Irak, Syria, Libia, a także inne kraje Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej pełne są ludzi, którzy chętnie poprawią sobie los i zawitają do sytej Europy.
Na łamach „Tygodnika Powszechnego” ukazał się artykuł o. Kaspera Kapronia OFM, który, jak komentuje portal pch24.pl, „nie bez satysfakcji obwieszcza koniec Christianitas”. Idzie tu o epokę niepodzielnego panowania Jezusa Chrystusa nad życiem chrześcijan, które nastało dzięki nawróceniu Konstantyna Wielkiego, a, jak pisze chyba nie do końca niesłusznie Kaproń, zakończyło się wraz z Soborem Watykańskim II. Nie do końca słusznie, bo o ile na Soborze Kościół rzeczywiście uznał koniec tej epoki, to faktycznie skończyła się znacznie wcześniej, być może już w XVI wieku, wraz z odejściem znacznej części Europy od Kościoła świętego.
- Jeśli odpowiedź o pomoc uchodźcom sprowadzimy tylko do alternatywy przyjąć czy nie przyjąć, popełnimy wielki błąd. Ważne jest, aby postawić sobie najpierw pytanie, co to znaczy przyjąć i do jakich konkretnych działań nas to zobowiązuje - mówi Prymas Polski abp Wojciech Polak.
„To nie moja wina, to przez pióro taty. To nie moja wina…” – wołał bohater „Przygód Mikołajka”, kiedy mama zobaczyła zachlapany atramentem pokój. Podobnie zachowują się niemal wszystkie dzieci. Jak coś zepsują, przeskrobią, coś im się nie uda – winni są wszyscy wokół tylko nie one same. Winni są ludzie, instytucje, okoliczności, one zaś niewinne jak polna lilija. Dobrze też w takiej sytuacji zrzucić winę na kogoś innego, szybko znaleźć kozła ofiarnego i po kłopocie. Dzięki niemu można w końcu rozkoszować się dobrym samopoczuciem, bo przecież to JEGO wina. Gdyby nie ON, na pewno by się udało.
Od siedemnastu lat w Medjugoriu, małej wiejskiej parafii prowadzonej przez franciszkanów, w Bośni-Hercegowinie trwają "objawienia" Matki Bożej, nazywanej tam "Gospą" albo Królowa Pokoju, która jakoby przekazuje grupie widzących orędzia dla Kościoła i świata. Miejsce to odwiedzają ogromne rzesze ludzi, doznając tam nieraz nawrócenia i gruntownej przemiany życia. Kościół jednakże do dziś zachowuje ogromną ostrożność w ocenie tych objawień. Dlaczego? Wiele osób nie zna wątpliwości żywionych przez odpowiedzialne władze kościelne, ani działań, jakie Kościół podejmuje, by sprawę objawień wyjaśnić. W większości entuzjastycznych publikacji na temat Medjugoria uwzględnia się tylko "stronę zjawiskową", pomijając milczeniem działania Kościoła, albo z góry określając je jako "niefortunne" czy "drakońskie".