Terlikowska: za gnijące ziemniaki winę też ponosi Kościół  - zdjęcie
04.09.15, 14:14

Terlikowska: za gnijące ziemniaki winę też ponosi Kościół

11

„To nie moja wina, to przez pióro taty. To nie moja wina…” – wołał bohater „Przygód Mikołajka”, kiedy mama zobaczyła zachlapany atramentem pokój. Podobnie zachowują się niemal wszystkie dzieci. Jak coś zepsują, przeskrobią, coś im się nie uda – winni są wszyscy wokół tylko nie one same. Winni są ludzie, instytucje, okoliczności, one zaś niewinne jak polna lilija. Dobrze też w takiej sytuacji zrzucić winę na kogoś innego, szybko znaleźć kozła ofiarnego i po kłopocie. Dzięki niemu można w końcu rozkoszować się dobrym samopoczuciem, bo przecież to JEGO wina. Gdyby nie ON, na pewno by się udało.

Te przykłady rodem z osiedlowej piaskownicy przytaczam nie bez powodu. Nasunęły mi się one po lekturze tekstu prof. Ireneusza Krzemińskiego, który nie może pogodzić się z wygraną Andrzeja Dudy i szuka usprawiedliwień dla swojego przegranego kandydata. To faktycznie fenomen, który nie powinien ujść uwadze socjologów. Co takiego zrobił Bronisław Komorowski, że zamiast smakować zwycięstwo, odczuwa gorzki smak porażki? Zdaniem Ireneusza Krzemińskiego nie zrobił nic. Winny przegranej, winny agresji jest… Kościół. To jest ów kozioł ofiarny, przysłowiowy „chłopiec do bicia”. „Za dużą część dawki nienawiści i moralnego potępienia rządzącej partii oraz za apoteozę PiS-u odpowiada Kościół: znacząca część kleru i katolickie media na czele z politycznym przewodnikiem Kościoła polskiego o. Rydzykiem” – pisze Krzemiński. To dość ciekawa interpretacja. Mam jednak wrażenie, że bardzo rozmijająca się z prawdą. Po pierwsze, nie jest tak, że Bronisław Komorowski nie robił nic, a niedobre media prawicowe szczuły przeciw niemu. Wystarczy przypomnieć serię wyborczych wpadek, jak choćby akcję z krzesłem i szogunem w Japonii, suflerkę podpowiadającą, o co ma pytać niepełnosprawną kobietę, czy kuriozalne rady dla młodego człowieka na temat kredytu. Do tego arogancja i buta, których byliśmy świadkami choćby podczas debat telewizyjnych poprzedzających wybory.

Trudno też nie zauważyć winy partii, która popierała Bronisława Komorowskiego. Taśmy, afery i przekręty finansowe z jednej strony, a z drugiej – święty spokój bohaterów owych afer, zamiatanie ważnych spraw pod dywan, odwracanie uwagi od ważnych wydarzeń na rzecz błahostek. Do tego wypowiedzi Ewy Kopacz pogrążające polski rząd.

Ale to nieważne. Winy w rządzących nie ma. Za wszystko zło tego świata winę ponoszą księża, którzy – zdaniem socjologia – „opanowali znakomicie sztukę budzenia złych emocji i moralnego potępiania przeciwników”. Bo przecież wiadomo, że „panuje atmosfera, która zgoła nakazuje księżom wyrażanie negatywnych opinii na temat obecnych władz oraz apologię PiS-u” – uważa Ireneusz Krzemiński. „Chodzi mi o złe emocje, jakie w tamtej i w tej kampanii nieustannie wytwarza Kościół. Na pewno nie w każdym kościele, na pewno nie w każdej parafii, ale z całą pewnością w większej ich części dokonuje się wprost lub pośrednio nieustannej emocjonalnej "obróbki" rządzącej partii i ekipy ustępującego prezydenta”. Zawsze zastanawia mnie, skąd osoby niechodzące do kościoła są tak świetnie poinformowane, co mówią księżą. Wnioskuję, że z „Gazety Wyborczej”. Jestem regularnie w kościele i ani razu w tej kampanii, ani po jej zakończeniu nie słyszałam politycznie zaangażowanego kazania. Nawet troszeczkę.

Szkoda, że nie chce Ireneusz Krzemiński zobaczyć, jak wprost lub pośrednio nieustannej emocjonalnej "obróbce" poddawany jest prezydent Andrzej Duda. Jakiej obróbce poddawany był choćby przez tak bliską sercu socjologa „Gazetę Wyborczą” czy „Politykę”. Jeśli tam nie było jadu i nienawiści, to co to w takim razie było? Język miłości?

Warto także w tym kontekście zauważyć, jak wielką wagę Ireneusz Krzemiński przywiązuje do bądź co bądź mediów dość niszowych i mających niewielki wpływ na kształt opinii publicznej. Jeśli na jednej szali położymy media ojca Rydzyka (radio, dziennik i telewizję), a na drugiej ogólnopolskie ogromne koncerny medialne, które są tubą propagandową Platformy Obywatelskiej, to okaże się, że to jak porównywanie Dawida z Goliatem. Swoją drogą Goliat ów już tak zabrnął daleko w kreowaniu rzeczywistości i apoteozie PO, Ewy Kopacz i byłego prezydenta, że widzowie zorientowali się, że niewiele w tych przekazach prawdy, a więcej ułańskiej fantazji. Media znacznie silniej oddziałują niż ambony. Mieć po swojej stronie wszystkie główne media i przegrać – to dopiero wyczyn. Ale wiadomo – wina Kościoła. Za chwilę oskarżenie to nabierze jeszcze większej mocy, kiedy okaże się, że wyborcy postanowili nie głosować na Platformę Obywatelską.

Kościół ma prawo uczestniczyć w debacie publicznej, ma prawo katolikom (a tych jest w Polsce zdecydowana większość) przypominać swoją naukę. Naukę opartą na Piśmie Świętym i Tradycji. Obrona człowieka, życia, ludzkiej godności to nie budzenie złych emocji. To przypominanie cywilizacyjnych fundamentów, które są niezaprzeczalnym dziedzictwem i Polski, i Europy. Dlatego oskarżanie Kościoła o cale zło tego świata jest jawną manipulacją. Bo skoro Kościół odpowiada za wyborcze porażki, za antysemityzm, sianie nienawiści, to nie zdziwię się, jeśli za chwilę przypisze mu się winę za gnijące w piwnicy ziemniaki czy topnieją lodowce.

Małgorzata Terlikowska 

Komentarze (11):

anonim2015.09.4 14:32
Czym się różni bycie małą tubą propagandową jednej partii od bycia dużą tubą propagandową drugiej? Czy to pierwsze jest mniej obrzydliwe? Od jakiego poziomu oglądalności/poczytności bycie czyjąś tubą staje się niemoralne? Prawicowe media niszowe nie są w niczym lepsze od tych wielkich koncernów, a często wręcz gorsze. Mają mniej taktu, a manipulacje, których się dopuszczają są bardziej ordynarne (vide: Fronda). Czy zamordowanie człowieka przy 10 świadkach jest mniej ohydne moralnie niż zamordowanie go przy 100 tysiącach świadków? Tak zdają się myśleć przedstawiciele mediów prawicowych: prawie nikt nas nie ogląda/nie czyta, to możemy kłamać i pluć jadem. A kiedy to samo robią wielkie telewizje i dzienniki, to już jest wg nich karygodne.
anonim2015.09.4 14:33
"Uderzenie się we własne piersi wymaga nie lada odwagi." Jakoś nie kojarzę, żeby kiedyś na taką odwagę zdobyła się pani Terlikowska lub jej mąż. I to za błędy osobiste czy błędy swojego środowiska. Tak jak nie ma sensu obwinianie o wszystko Kościoła, tak samo nie ma sensu twierdzenie, że Kościół jest zawsze czysty i bez winy. Kościół nie ma monopolu ani na robienie błędów ani na ich nie robienie. Jest jak wiele innych organizacji: intencje ma dobre (chociaż z niektórymi też można dyskutować), a z realizacją bywa różnie. Podsumowując: pani Terlikowska zrobiła to co najłatwiej, czyli wytknęła, że ktoś bije się w cudze piersi. Świadomie lub nie sama zrobiła to samo co wytykała innemu...
anonim2015.09.4 15:23
@Jack Merridew To się ubawiłem...A ja myślałem, że to z winy zaborców, potem Niemców i Ruskich, a na końcu ich (obcych) agentury... Chłopie! To cud, że jeszcze nie zginęła. Pokaż mi inny Naród, który byłby w stanie to przetrwać. Bracia Czesi po wielowiekowej okupacji przez Niemców, już się duchowo nie podnieśli. Sami to przyznają. I zazdroszczą nam. Mówię o intelektualistach. A w przeszłości Czechy były potężnym państwem. Zalecam lektury.
anonim2015.09.4 15:39
Pani Terlikowska, jest pani przesiąknięta PiSem do szpiku kości. A zamiast pisać o religii tapla się pani w błocie politycznej walki, opluwając innych zawodników.
anonim2015.09.4 16:00
@Jack Merridew Nie wiem czy wiesz, ale w Pradze 60% prochów zmarłych nie jest odbieranych przez rodziny z krematoriów...Wybacz, ale ja dziękuję za taką "duchowość". Badania archeologiczne dowodzą, że nawet neandertalczycy grzebali swoich.
anonim2015.09.4 16:02
"Po pierwsze, nie jest tak, że Bronisław Komorowski nie robił nic, a niedobre media prawicowe szczuły przeciw niemu." I w następnym zdaniu sama Pani szczuje. Poważnie, afera z krzesłem czy kredytem jest tak samo wydumana i nieprawdziwa, jak ta z niepodaniem ręki Kopacz. Tu i tu ten sam "przemysł nienawiści". Przecież to są marginalne sprawy! Nie mówiąc o tym, że krzesło i podawanie ręki są w zasadzie w połowie zmyślone. "Zawsze zastanawia mnie, skąd osoby niechodzące do kościoła są tak świetnie poinformowane, co mówią księżą." Krzemiński przecież pisze, skąd czerpie swoje informacje - z jakichś trwających właśnie badań terenowych, w których ankietowani powoływali się na opinię księży. "Jestem regularnie w kościele i ani razu w tej kampanii, ani po jej zakończeniu nie słyszałam politycznie zaangażowanego kazania." Ale przecież o in vitro kazania były... Nie co niedzielę, ale jednak. I proszę mi nie mówić, że problem in vitro to nie jest problem polityczny - przecież stanowisko Kościoła w tej kwestii nie wynika z moralności ale z polityki właśnie. (Albo z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie ekstremizmu - uznania, że "mniejsze zło" jest gorsze niż wielkie, niczym nieograniczone zło).
anonim2015.09.4 16:13
A czytała pani to: "Terlikowski: Śmierć chłopca to skutek polityki lewicy" ?
anonim2015.09.4 17:16
@Jack "oraz pogrzebowych guseł" To w czym różnią się od zwierząt? Że nie mają czym merdać jak są zadowolone? Jak pochowasz własną Matkę? W nofoczesny sposób rozsypując Jej prochy nad brzegiem oceanu? Bravo!
anonim2015.09.4 20:37
Tak jak na Komorowskim fronda psy wieszała to było ok, a jak powie ktoś choć słowo na Dudę to wielka tragedia. Terlikowska otwórz oczy i nie chwal dnia przed zachodem słońca.
anonim2015.09.4 20:50
Tytuł fatalnie zredagowany - czytelnikowi podsuwa winę Kościoła! Tak nie wolno! Wielu czytelników ogranicza się do przeglądania tytułów.
anonim2015.09.5 17:13
"Zdaniem Ireneusza Krzemińskiego nie zrobił nic" Owszem, również uważam, że nie zrobił nic. Przez Całą swoją kadencję nie zrobił kompletnie nic. (mowa o księżach) „opanowali znakomicie sztukę budzenia złych emocji i moralnego potępiania przeciwników” Trudno się z tym nie zgodzić. Przykład: Sprawa Chazana. prof. Chazan mimo, że w świetle Polskiego prawa dopuścił się przestępstwa, był przez kościół gloryfikowany. Natomiast ludzi, którzy mieli czelność nie zgadzać się z opinią kościoła i złożyli zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury, zostali w liście episkopatu imiennie zmasakrowani, nie przymierzając, jak homoseksualista na frondzie. "Jestem regularnie w kościele i ani razu w tej kampanii, ani po jej zakończeniu nie słyszałam politycznie zaangażowanego kazania. Nawet troszeczkę." Ja do kościoła również chodzę regularnie, rzadko zdarza mi się, abym z jakiegoś ważnego powodu nie mogła była w niedzielę na mszy. Mogę więc Pani powiedzieć, że proboszcz z mojej parafii nie zgadza się z Pani zdaniem, ponieważ z ambony często leciały teksty typu "Naszym katolickim obowiązkiem jest iść na wybory i zagłosować na ludzi, którzy będą chronić życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci", albo "popieranie w wyborach partii politycznych, które popierają metodę in-vitro jest grzechem ciężkim" ~Nosz k... jeszcze tego brakuje, żebym teraz każdy po wyborach musiał w konfesjonale mówić na kogo głosował. Bo może popełnił grzech. Albo lepiej, niech ksiądz na kazaniu w ostatnią niedzielę przed wyborami powie na kogo wolno głosować bez popełniania grzechu.