Jeżeli państwo myślą, że te deklaracje są jedynie wyrazem arogancji amerykańskiego prezydenta, to jest to błąd. Bo Amerykanie w tej chwili nie tylko tak mówią, ale administracja Trumpa również podejmuje konkretne działania, żeby nie pozwolić tej Ukrainie tych kart zyskać. Żeby wytłumaczyć, co mam na myśli, opowiem wam pewną historię. To będzie historia o tym, jak mając dobrą intuicję, zdolności i doświadczenie biznesowe, można naprawdę dobrze zarobić na wojnie. Głównym bohaterem tej historii jest niejaki Eric Schmidt, były prezes zarządu Googla.
Eric Schmidt pojawił się na Ukrainie już w 2022 roku, pełen chęci wesprzeć walczący kraj z pomocą nowych technologii. Był i jest wielkim entuzjastą sztucznej inteligencji i jej wdrożenia w technologiach wojennych. Sądzę, że całkowicie szczerze chciał wesprzeć Ukrainę w jej wysiłku obronnym, ale poza tym ten człowiek jest prawdziwym tygrysem kapitalizmu… biznesmenem i inwestorem z doświadczeniem.
Co on zrobił? Po pierwsze zadbał o dobrą promocję – stworzył organizację humanitarną wspierającą cywilów, a kiedy na Ukrainie zaczął się wybuchowy rozwój nowego sektora obronnego, stworzył własny fundusz inwestycyjny, który w założeniu miałby wspierać ukraińskie startupy. W tamtym okresie na Ukrainie było mnóstwo artykułów zachwyconych jego działalnością. Schmidt podpisał umowę z ukraińskim rządem, która dała mu wyjątkowy, pełny dostęp do frontu, do wszystkich wyspecjalizowanych jednostek ukraińskich z całym ich doświadczeniem i – jak sądzę – również do zbieranych przez ukraińskie systemy danych wykorzystywanych do szkolenia algorytmów.
Wynikiem tej działalności stało się założenie startupu o nazwie White Shork, którego zadaniem było między innymi opracowanie skutecznego sposobu na przechwytywanie rosyjskich dronów typu Shahed-Gerań. Pamiętam artykuły w ukraińskich mediach z tamtego okresu i głośne deklaracje promujące ten projekt. Mówiło się, że przy produkcji do 100 tysięcy dronów przechwytujących rocznie pojedynczy dron będzie kosztował jakieś 400 dolarów. Brzmiało to bardzo przyjemnie dla ukraińskiego ucha.
W wyniku tych prac powstał system dronów przechwytujących o nazwie MEROPS. Trzeba powiedzieć, że cały ten projekt powstawał w atmosferze wielkiej tajemnicy i mało wiadomo o nim. Ale z pojedynczych komentarzy ukraińskich oficerów frontowych i producentów dronów można zrozumieć, że system oczywiście bazował na tej ścisłej współpracy z frontem, na dostępie do danych i poprzez ten fundusz Schmidt angażował także ukraińskich fachowców.
I tutaj nawet nie chodzi o to, że nie mógł w USA znaleźć dobrych inżynierów, tylko o to, że trzeba było zaangażować ludzi, którzy są ściśle związani z tym polem walki i mają doświadczenie w technologiach na nim używanych. Schmidt również sam osobiście wielokrotnie odwiedzał front. Także to jest faktycznie produkt bazujący na realiach rosyjsko-ukraińskiej wojny.
Również wszyscy, kto zna ten temat bliżej, twierdzą, że te drony faktycznie są skuteczne w zwalczaniu Shahedów i był to jeden z pierwszych dronów tego typu, które na Ukrainie się pojawiły. Wszyscy standardowo powtarzają, że jest wspierany przez AI, ale z podawanych szczegółów nie jest jasne, czy faktycznie tam jest jakieś AI, czy to jest po prostu taki myk marketingowy. Bo w chwili obecnej AI jest po prostu modnym słowem i wszyscy wszędzie to określenie wykorzystują, nawet do opisu starych dobrych systemów obliczeniowych stosowanych w uzbrojeniu od dekad.
Oczywiście nie pojawiło się żadnych 100 tysięcy dronów, a koszt systemu jest o kilka rzędów wyższy niż to, co było deklarowane. Jak już wielu z was wie, MEROPS to jest dokładnie ten system, który został zaprezentowany krajom wschodniej flanki, w tym Polsce i Rumunii, jako ten sprawdzony na Ukrainie – i dokładnie ten system Polska zamówiła w ramach programu SAN.
W Polsce MEROPS reklamowano jako niemal najlepszy i najbardziej masowo stosowany dron przechwytujący na Ukrainie. Co oczywiście jest nieprawdą, bo jakkolwiek skuteczny on nie był, jego cena dla armii ukraińskiej wynosi około 5000 dolarów, co jest średnio 2,5–3 razy drożej od realnie masowo stosowanych dronów typu STING ukraińskiej produkcji.
Natomiast dla krajów NATO-wskich ten sam dron jest już oferowany w cenie 15 000 dolarów, co jest już około 8 razy drożej od STINGA w wypasionej „nocnej” wersji tego drona. Jak już wielokrotnie pisałem, na Ukrainie rządzi zasada dobrego stosunku koszt–efekt, więc w tych warunkach MEROPS stał się raczej niszowym produktem i nie może być żadną podstawą zwalczania Shahedów z powodu swojej ceny. Ale to już nie ma żadnego znaczenia, bo znaczenie Ukrainy w tej historii jest coraz mniejsze.
Co to wszystko ma wspólnego z Trumpem i kartami, których Ukraina nie ma? Ukraińcy mają ogromne doświadczenie i wiedzą, jak zbudować cały system niezbędny, by skutecznie zwalczać zmasowane ataki dronami. Mają operatorów i instruktorów zdolnych taki system wybudować. Natomiast ukraiński eksport uzbrojenia, z powodu toczącej się wojny, jest nadal zamknięty.
Coś sprzedawać na rynki zewnętrzne mogą tylko ukraińskie firmy posiadające również moce produkcyjne poza Ukrainą. Takich jest bardzo mało. W tym samym czasie Schmidt stworzył już drugi startup i – na ile rozumiem – produkuje te drony również w USA. I wychodzi na to, że znalazł się w idealnej sytuacji, bo faktycznie na Zachodzie może być monopolistą tego kierunku i sprzedawać te drony w chwili obecnej za każdą cenę, jaką chce.
A dla administracji Trumpa to jest o tyle świetna wiadomość, że przecież można kupować teraz te drony jako absolutnie amerykańskie know-how, z Ukrainą w żaden sposób nie związane. Ukraina w zasadzie teraz już jest w tej historii zbędna, bo te 10 tysięcy wyprodukowanych MEROPS w teorii miałyby jechać na Ukrainę… natomiast zamówi je Pentagon za 15 000 dolarów za sztukę i wyśle teraz na Bliski Wschód.
To jedno zamówienie to już 150 mln dolarów. Bóg jeden wie, ile zamówiła już Polska w ramach SAN-u. I jestem jakoś pewien, że za chwilę okaże się, że ten dron zostanie też wypromowany innym państwom zależnym w sensie bezpieczeństwa od USA, na przykład krajom Zatoki Perskiej. Myślę, że administracja Trumpa zadba, by Ukraina nie mogła z tej sytuacji skorzystać dla wzmocnienia własnych pozycji.
No cóż, byle kto nie staje się prezesem w Google. Ukraina w tej historii jest potrzebna w jakości poligonu, źródła technologii i fachowców, których wiedzę można wypompować i wykorzystać po to, by później na tym dobrze zarobić na Zachodzie.
Nikt oczywiście nie zamierza Ukraińców na ten rynek wpuszczać i jeżeli rząd ukraiński prześpi tę szansę i nie wesprze swoich firm już teraz, pomimo toczącej się wojny, to będzie po sprawie. I proszę mi nie pisać komentarzy w stylu „jesteś naiwny, jeśli oczekiwałeś czegoś innego”.
Nie jestem naiwny. Wiem, jak to działa i dlatego tę sytuację opisuję. Ale nie trzeba też – kierując się pewnym kompleksem niższości wobec USA i ich biznesu – uważać, że nie da się przełamać tych barier.
Proszę zauważyć, że rola Polski w całej tej historii niestety sprowadza się do bycia po prostu źródłem zamówień, bez żadnego dostępu do technologii. A mogło być inaczej, bo nic nie stało na przeszkodzie, by te technologie wspólnie z Ukraińcami rozwijać. Polska miała podstawę, by mieć własną produkcję podobnych systemów albo produkować ukraińskie, ale w Polsce, z dostępem do technologii. Natomiast teraz kupimy gotowe od pana Schmidta, grubo przepłacając za te wyroby.
Mikołaj Susujew
