Na pierwszym klipie oglądać możemy zardzewiały statek PiS-u, na którym koło sterowe wyrywają sobie Mateusz Morawiecki oraz Przemysław Czarnek. Jarosław Kaczyński przedstawiony jest jako bezradny kapitan, który stracił kontakt z rzeczywistością. Obrazu upadku dopełnia Jacek Kurski raczący się szampanem, któremu przygrywa orkiestra niczym kapela na tonącym Titanicu. Jedynymi pozytywnymi bohaterami są w tym klipie zwykli wyborcy PiS-u, którzy zniesmaczeni degrengoladą swoich niegdysiejszych ulubieńców przechodzą na śnieżnobiały kuter Konfederacji, na którym wita ich sam Sławomir Mentzen. W kolejnym klipie rozbitkowie ze statku PiS, który zatonął ratowani są przez wojskową korwetę na której powiewają dwie flagi: Izraela i USA. W kolejnych sekwencjach Jarosław Kaczyński, Mateusz Morawiecki i Przemysław Czarnek całują w „cztery litery” prezydenta Donalda Trumpa i izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu. 

Oba filmy bardzo wiele pokazują na temat aktualnego sposobu myślenia Sławomira Mentzena. Po pierwsze Mentzen ostrze ataku kieruje nie w kierunku Donalda Tuska, a w kierunku bezpośredniego rywala po prawej stronie. Dzieje się tak, mimo że Przemysław Czarnek, który wysunął się na czoło PiS, dwa miesiące temu z racji otrzymania od swej partii tytułu kandydata na premiera – starannie unika bezpośrednich ataków na Konfederację. Atak na PiS zawiera też w sobie wyraźne elementy antyamerykanizmu i antyizraelskości, co pokazuje, że lider Konfederacji chce na tym polu ścigać się z Koroną Grzegorza Brauna. I wreszcie kolejny element – w klipie nie widać Krzysztofa Bosaka, który formalnie aspiruje do roli współprzewodniczącego Konfederacji. Wszystko to wskazuje, że Mentzen albo nie jest zainteresowany budowaniem dużej koalicji prawicowej, albo zakłada, że póki co może dokładnie okładać PiS propagandowa pałką po głowie, a i tak po wyborach największa partia opozycyjna nie będzie miała wyboru i będzie musiała przełknąć wcześniejsze afronty. Pytany na jednym z niedawnych spotkań o przyszłe koalicje poseł Bartomiej Pejo z Konfederacji „Nowa nadzieja” (frakcja Mentzena) odpowiedział: „Dzisiaj nie rozmawiamy o żadnych koalicjach. Dzisiaj jest <<gra o tron>> zarówno po stronie koalicji rządzącej, jak i po stronie Prawa i Sprawiedliwości”. Ta linia daje Mentzenowi rolę swoistego arbitra, który z góry zaznacza, że każda koalicja wchodzi w grę. Pytanie czy ta pewność siebie i łatwość z upokarzaniem ewentualnych przyszłych partnerów wyjdzie mu na zdrowie w przyszłości. Mentzen zakłada, że tak. Zobaczymy za półtora roku czy ta taktyka przyniesie mu sukces.