Nie Camerona wińcie, lecz siebie!
Nic chyba nie wywołuje w polskiej polityce większych emocji niż poczucie, że „gdzieś tam” nas obrażają, albo, co gorsza – niedoceniają. W taki sposób można zrozumieć dyskusję, jaka się w Polsce rozpętała po – przyznajmy – niezbyt fortunnych i trafnych słowach brytyjskiego premiera Davida Camerona dotyczących polskiej imigracji w Zjednoczonym Królestwie. Protestujące listy wysłali i poseł do Parlamentu Europejskiego Paweł Kowal, i Jarosław Kaczyński. Zwłaszcza protest byłego premiera jest nieco dziwaczny, bowiem szef PiS, co prawda krótko, ale jednak, miał możliwość wprowadzenia takich regulacji prawnych i podatkowych, jakie zachęcałyby Polaków do powrotu i pozostania w kraju.