Wiadomości
Książka „Matka feministka” nie będzie przyjemną lekturą dla aktywistek znad Wisły. Agnieszka Graff z pozycji cenionego autorytetu w kobiecym ruchu, a jednocześnie z perspektywy matki wyrzuca feministkom, że przespały macierzyństwo. To rażące zaniedbanie przejawia się choćby w braku feministycznej organizacji, działającej na rzecz matek. Prócz Fundacji MaMa i Fundacji Rodzić po Ludzku, próżno szukać takiego tworu w kręgu polskich aktywistek. Graff wyrzuca również Kongresowi Kobiet, że nigdy w centrum swoich zainteresowań nie postawił polityki prorodzinnej państwa czy praw rodziców. „Miejscem, gdzie czułam się najbardziej sfrustrowana i dyskryminowana był feminizm” – wyznaje gorzko w rozmowie z Moniką Tutak-Goll w „Wysokich Obcasach”. Graff tłumaczy, że feminizm był przestrzenią, w której czuła się jak w domu, tymczasem okazało się, że temat macierzyństwa budzi zniecierpliwienie czy wręcz irytację feministek.