Wiadomości
Jakoś trudno mi w sobie wzbudzić współczucie dla Adama Darskiego. Jego trasa koncertowa pod tytułem „Russian satanist” była jawną prowokacją wobec wierzących Rosjan i dobrze się stało, że zaczęli oni (a zaczęli i to niezwykle ostro) protestować. Jeśli coś mnie boli, to raczej fakt, że my w Polsce nie mamy w sobie dość odwagi, by jasno sprzeciwić się człowiekowi, który – jak sam podkreśla w ramach autoidentyfikacji – swoją najnowszą płytę zatytułował „Satanist” (swoją drogą, co na to pewien ksiądz, który określał Nergala mianem „jasełkowego satanisty”?). Martwi mnie, że polskie sądy nie są w stanie skazać faceta, który profanuje Pismo Święte i usprawiedliwiają jego zachowania artyzmem. Z tej perspektywy działania protestujących prawosławnych i władz rosyjskich wydają mi się jednak o wiele lepsze od polskiego rozmemłania w sprawie obrony wartości.