Wiadomości
Jestem pokoleniem dobrze już powojennym. A jednak w opowieściach z domu, w wychowaniu, w szkole, II wojna światowa była wciąż żywa. 1 września wracało, przynajmniej u mnie w domu i w moim myśleniu, pytanie, czy to się może powtórzyć. I dopiero lata 90. trochę przesłoniły tę perspektywę. Nie, nie uwierzyłem w bajkę o wiecznym pokoju, ale zdawało mi się, że Polskę już to ominie, że będziemy mieć spokój, że wystarczy kontrola gospodarcza (jakby mi się ona nie podobała). 10 kwietnia 2010 roku był ciosem w to myślenie. Historia wróciła, wróciła świadomość, że każdy mam swoje Westerplatte, że każde polskie pokolenie musi się z nim zmierzyć, złożyć daninę krwi.