Matka Kurka dla Frondy: Feministka na wynos, napój gratis
W nieprzebranej skarbnicy dóbr wszelakich, czyli po prostu w Internecie, po wpisaniu nazwiska jednej feministki, która rzekomo było gwałcona i molestowana, z łatwością można trafić na jej album. Popularny serwis wirtualnych albumów nazywa się Instagram i tam odsyłam zainteresowanych, bo sam drugi raz nie chciałbym przez to przechodzić. W albumie owej feministki znajdują się autoportrety z Leninem oraz cała seria zdjęć „erotycznych” z pizzą i jajkami sadzonymi.