Zakonnica i płatny morderca, czyli kto uratował Jana Pawła II?
To, co Jan Paweł II lubił podsumowywać w zdaniu: Czyjaś ręka strzelała, inna ręka prowadziła kule, znalazło potwierdzenie w obiektywnej, naukowej analizie lekarskiej: zauważyłem coś niewiarygodnego - przyznał szef kliniki Gemelli w Rzymie, profesor Crucitti. - Kula zdawała się biec zygzakiem przez Żołądek, omijając witalne organy. Ominęła również aortę. Gdyby ją przebiła, Ojciec Święty wykrwawiłby się przed dotarciem do szpitala. Ominęła też kręgosłup. Wyglądało to tak, jakby kula była przez kogoś prowadzona w taki sposób, by nie spowodowała nieodwracalnych zniszczeń".