Matka Kurka dla Frondy: Na szczęście to nie Cyba - zdjęcie
15.12.17, 09:15Fot. twitter - Leszek Dobrzyński‏

Matka Kurka dla Frondy: Na szczęście to nie Cyba

Relatywizm i fałszywa symetria to najwięksi wrogowie logicznego i uczciwego myślenia. Choćby idiotyczne i powszechne porównywanie stanu wojennego z dowolnym rządem po 1989 roku, jest zwyczajnie głupie, a przede wszystkim hańbiące pamięć o bohaterach. Istnieje jednak parę obszarów w polityce, w których symetria występuje nagminnie. Wszystkie partie polityczne maja skłonności do histerycznych reakcji w obronie własnej. Każdy przejaw braku sympatii czy agresji, zawsze się kończy przesadnymi reakcjami, co prowadzi do budowania fałszywych definicji rzeczywistych zagrożeń.

Na biura poselskie w całej Polsce przypuszczono… no właśnie, ta partyjna retoryka zawiera element histerii, dlatego zacznę jeszcze raz. Kilka biur poselskich PiS obrzucono mniej i bardziej groźnymi przedmiotami. W najłagodniejszym przypadku była to puszka z farbą, w najgroźniejszym pojemnik z łatwopalną substancją. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uzna tych incydentów za normalne, z pewnością jest to igranie z emocjami na bardzo niebezpiecznym poziomie, ale dodajmy parę „detali”. Farba w biurze poselskim nie stłukła nawet szyby, a podpalenie zamkniętego biura Beaty Kempy miało miejsce w nocy, czyli podpalacz miał pewność, że nikogo w środku nie ma. Czy z podanych faktów można zbudować usprawiedliwienie? Być może, ale to zajęcie dla ekspertów od usprawiedliwiania politycznej głupoty i chuligaństwa, nie dla mnie. Okoliczności łagodzących nie widzę, rzecz trzeba nazwać po imieniu i tak właśnie uczyniłem: głupota, chuligaństwo.

Odrębną kwestią jest budowanie fałszywej symetrii i polityczna histeria, która naprawdę niczemu nie służy i w dodatku profanuje pamięć o tragicznie zmarłym Marku Rosiaku. Dzięki Bogu nie ma żadnej analogii, do tego co się wydarzyło w Łodzi i tego, co miało miejsce w Sycowie i tym bardziej w warszawskim biurze posła Melaka. Nie warto i nie wolno porównywać całkowicie odmiennych, choć wspólnie smutnych historii. Atak na śp. Marka Rosiaka był czystym bandytyzmem, mordem, zabójstwem z premedytacją, nie w afekcie. Bandzior Cyba na chłodno i wielokrotnie po prostu chciał zabić, jak sam twierdzi ofiarą miał być Jarosław Kaczyński, ale nie był w stanie się do Kaczyńskiego zbliżyć, dlatego zamordował należącego do tej samej partii Marka Rosiaka. Coś podobnego nie zdarzyło się w Polsce od czasów zabójstwa Narutowicza, bo zbrodnie ubeckie i esbeckie to jeszcze inna tragedia.

Z szacunku dla tej śmierci i tej tragedii nie można twierdzić, że wylanie puszki farby na witrynę biura czy nawet chuligańskie podpalenie pustego biura poselskiego, jest tożsame z politycznym zabójstwem. Wobec majestatu śmierci wybryk nic nie znaczy i histeryczne nadawanie takim „wyczynom” rangi zbrodni, to po pierwsze nobilitacja, po drugie zachęta dla politycznych gówniarzy. Podobne zachowania muszą podlegać przepisom prawa i reakcjom adekwatnym, zarówno w wymiarze społecznym, jak i prawnym. Każde przejaskrawienie wywołuje efekt i syndrom Herostratesa. Pomiędzy niedopuszczalnym przemilczeniem i brakiem reakcji na karygodne zachowania, a nadawaniem im rangi najcięższej zbrodni, istnieje całe pole racjonalnych reakcji.

Tacy „bohaterowie” powinni być publicznie wytargani za uszy, postawieni w kącie na ziarnach grochu, dostać po łapach linijką i w końcu z elektroniczną obrożą plewić rabaty na miejskich skwerach. Jednym słowem, poszukiwaczy tego rodzaju atrakcji należy najzwyczajniej w świecie publicznie upokorzyć, wskazać społeczeństwu czarne owce i przykładnie ukarać. Wszystko i nic więcej, budowanie wokół żałosnych incydentów niebezpiecznych politycznych generalizacji, do niczego mądrego i tym bardziej bezpiecznego nie doprowadzi.

Ludzie w swojej masie uwielbiają proste rozwiązania i niskie koszty. Skoro da się zostać bohaterem, będąc zerem, a przecież tylko zera zachowują się w taki sposób, to naśladowców nie braknie. Tysiące się ustawiają do tandetnych „szołów”, w których w ogóle nie trzeba myśleć, tutaj rywalizacja jest ostra, ale nagle poza konkursem jeden z drugim trafia na czołówki medialne, bo rzucił jajkiem w szybę lub popełnił jeszcze większą głupotę. Ode mnie gówniarz porównania do bandyty Cyby nie usłyszy, ale milczeć też nie będę, dlatego głośno targam za uszy.

Matka Kurka (Piotr Wielgucki)