Duszpasterska bylejakość
W moim odczuciu kluczem do religijnego wychowania młodego człowieka jest relacja. Dlatego wydaje mi się, że katecheta nie może podchodzić do swojej pracy tak jak np. nauczyciel matematyki. Nauczyciel od matematyki czy fizyki wcale nie musi mieć dobrej relacji ze swoim uczniem, żeby być słuchanym. Nauka chemii, fizyki, historii przynosi szybko wymierne owoce. Młodzież wie, że musi się uczyć matematyki, bo będzie zdawać ją na maturze, co warunkuje pójście na studia, potem dobrą pracę, etc. W przypadku szkolnej katechezy jest trochę inaczej. W ogromnej masie uczniowie nie czują, że katecheza jest im do czegokolwiek potrzebna. Z drugiej strony jednak po coś się na nią zapisali, tak? Zatem następuje tu przecięcie bardzo różnych, skomplikowanych oczekiwań i interesów: Chcę wzrastać w wierze, ale nie chcę być oceniany; Chcę dyskutować z katechetą, chcę wymieniać poglądy, ale bez potrzeby weryfikacji w dzienniku moich obecności na niedzielnej Eucharystii. Z drugiej strony – jak upilnować 30 os