Gdy kilka tygodni temu postawiłem tezę, że kuria krakowska jest skrajnie upolityczniona wybuchła afera. Kardynał Stanisław Dziwisz był łaskaw uznać, że moja opinia jest absurdalna i niesprawiedliwa, a księża, którzy ją podzielają są niezrównoważeni. Później było jeszcze weselej, bowiem, jak gminna wieść niesie, swoją odpowiedź na wywiad ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego Katarzyna Wiśniewska uzgadniała z najbliższymi współpracownikami kardynała. Ale poza tym sprawa powoli przycichała. Kardynał bardzo mocno podsumował podarcie Biblii i skrytykował polityków, którzy głosowali przeciw życiu. Wyglądało więc na to, że spięcie – choć ostre – będzie miało dobre skutki.
Wydawało się aż do dzisiaj, bowiem nagle okazało się, że rzecznik prasowy kardynała Stanisława Dziwisza, ksiądz Robert Nęcek uznał, iż może sobie swobodnie kwestionować dokument przyjęty przez konferencję biskupów diecezjalnych. W dokumencie tym jest jasno napisane, że katolik musi w swoich wyborach kierować się stosunkiem kandydata do obrony życia, a także odpowiedzią na pytanie, czy kandydat jest „człowiekiem sumienia”. I właśnie tę wypowiedź, a nawet sam pomysł, by pokazywać kryteria wyborcze, postanowił skrytykować rzecznik prasowy kardynała.
„Ks. Nęcek podaje argumenty za tym, by Kościół darował sobie wyborcze suflowanie – zaczyna stosowny akapit tekstu „Kandydat Ewangelią mierzony” w „Polityce” Adam Szostkiewicz. I dalej cytuje duchownego. - Po pierwsze Kościół jest dla wszystkich; po drugie żaden duchowny nie jest w stanie zagwarantować, że wskazani politycy spełnią obietnice, po trzecie, w grę wchodzi kwestia wiarygodności Kościoła – oznajmia rzecznik kardynała Dziwisza.
I rzeczywiście trudno odmówić księdzu racji. Politycy PO z Krakowa, których dzielnie od dawna wspiera bliskie otoczenie kardynała, nie dają najmniejszych gwarancji, że będę głosować zgodnie z nauczaniem Kościoła. Główny katolik PO Jarosław Gowin ostatnio zagłosował za tym, żeby można było zabijać dzieci z zespołem Downa, a brat sekretarza kardynała Stanisława Dziwisza uznał, że bezpieczniej (a może taniej, bo za głosowanie zgodnie z nauczaniem Kościoła można było zapłacić 1000 złotych) będzie w ogóle w tej sprawie nie głosować. Słowem, choć obaj deklarowali katolicyzm, zapomnieli o nim, gdy przyszło co do czego. To jednak, że ci dwaj panowie tak zagłosowali wcale nie oznacza, że nie należy wskazywać kryteriów, którymi trzeba się kierować w wyborach, a które całkowicie jednoznacznie wykluczają z przestrzeni możliwego wyboru dla katolika zdecydowaną większość polityków Platformy Obywatelskiej i samą tą partię, która wprowadziła dyscyplinę, zmuszając posłów go głosowania za zabijaniem dzieci upośledzonych.
Ale w tej wypowiedzi zaskakujące jest co innego. Otóż doświadczony medialnie duchowny, rzecznik prasowy kardynała Dziwisza udzielił wypowiedzi, o której wiedział, że służyć będzie wyłącznie uzasadnieniu tezy, że Kościół niepotrzebnie wpycha się do poliki. Wypowiedź ta – i tego też nie ma co ukrywać – ma w tekście tylko jeden cel – pokazać, że są również duchowni, którzy uważają, że deklaracje episkopatu w sprawie obrony życia są niepotrzebnie, zbyt jednoznacznie określają bowiem na kogo głosować nie należy. Kryterium obrony życia rzeczywiście wyklucza bowiem niemal wszystkich kandydatów PO (poza piętnastką sprawiedliwych). Ks. Nęcek jest zbyt doświadczonym graczem medialnym, by nie wiedzieć, że jego wypowiedź zostanie użyta do tego właśnie celu. To, co powiedział zostało więc powiedziane świadomie, wyłącznie w celu obrony interesów PO, które okazały się dla niego istotniejsze niż obrona stanowiska Konferencji biskupów diecezjalnych. A jeśli przyjąć wersje, ze ksiądz Nęcek tego nie wiedział, to – cóż – nie specjalnie nadaje się na rzecznika prasowego.
Trudno też nie zadać pytania, co na takie wypowiedzi swojego rzecznika sam kardynał Dziwisz. Czy metropolita krakowski podziela opinię swojego współpracownika czy nie? A jeśli nie to, co zamierza z całą tą sprawą zrobić?
Tomasz P. Terlikowski

