Głód zagląda w oczy czyli Figurskiego dopada bieda
Czytając te słowa przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Jak to? Nasz idol, autorytet moralny, przewodnik zagubionej w polskim zaścianku młodzieży nie ma na sushi? To czym ma się żywić? Parówkami, mortadelą i kartoflami z „Biedronki”? Czy człowiek stojący na czele frontu walki o ucywilizowanie naszego pachnącego kadzidłem i odbijającego się dźwiękiem kościelnych dzwonów kawałka Europy musi liczyć się z kosztami benzyny i oszczędzać na markowych ciuchach z modnych sklepów? Przecież on za chwilę może wpaść na desperacki pomysł założenia w swoich wypasionych furach instalacji gazowej i kupowania ciuchów w lumpeksach! Człowiek będący światełkiem w tunelu zacofania, drogowskaz wskazujący światły cel, do którego wszyscy mamy dążyć nie może przecież zajmować się tak przyziemnymi sprawami jak koszty przeżycia! Jego nowocześni rodzice nie po to sprowadzili go na świat by musiał liczyć się z tak przyziemnymi sprawami jak kwestia zakupów w sklepach dla pospólstwa, oszczędna jazda małolitrażowym samoch