Z okazji dzisiejszego Kongresu Kobiet, Ilona Klejnowska napisała list do pań feministek: "Pragnę zwrócić uwagę na przykłady dyskryminacji kobiet z ostatniego czasu. Niestety, do dzisiaj nie zajęły panie stanowiska w ich sprawie". O co chodzi?  Klejnowska wskazała na dwa wydarzenia, w których kobiety były dyskryminowane. "Pierwsze: zajście z 11 maja, gdy przed Sejmem Stefan Niesiołowski (PO) "w niedopuszczalny sposób" potraktował dziennikarkę i dokumentalistkę Ewę Stankiewicz. - Niesiołowski użył zwrotu "won stąd" i odepchnął kamerę trzymaną przez Stankiewicz".


Prokuratura, po wpłynięciu zawiadomienia ws. możliwości popełnienia przez Niesiołowskiego w tej sytuacji przestępstwa, odmówiła jednak wszczęcia śledztwa. A sąd odrzucił zażalenie na tę decyzję, co zamknęło sprawę.


Drugim przykładem dyskryminacji kobiet wg. Klejnowskiej miał miejsce w 2011 roku  gdy działacz PO Dariusz Dolczewski (we wrześniu minionego roku także kandydat na posła i szef młodzieżówki PO) umieścił na Facebooku plakat z "aniołkami" Jarosława Kaczyńskiego, ale opatrzył go piosenką "Hej suczki" zespołu Ascetoholix.

 


- Jestem przekonana, że pani Danuta Huebner jako premierka gabinetu cieni Kongresu Kobiet i jednocześnie poseł do Parlamentu Europejskiego, kandydująca z list PO, nie pochwala skandalicznego zachowania swoich partyjnych kolegów - napisała Klejnowska.

 

Kongres Kobiet z Nowicką na czele jawi się jako zjazd ideologiczny jednej opcji, podczas której polskie feministki będą walczyć z rodziną, z posiadaniem dzieci przez kobiety. Przypomina to zjazdy członków PZPR, podczas których wychwalano jedną słuszną ideologię. Niepokojące jest to, że na kongresie pojawiają się takie Panie jak żona Prezydenta Anna Komorowska, która powinna unikać takich ideologicznych spotkań a popierać rodzinę, która dla zdrowo myślącego człowieka jest podstawową i fundamentalną komórką społeczną którą państwo powinno za wszelką cenę chronić.

 

sm/onet.pl