Filip Musiał, historyk IPN powiedział w debacie, że walkę podejmowali ludzie, którzy byli nieco inaczej uformowani niż my dzisiaj. - To było pokolenie wychowane w wolnej Rzeczpospolitej do wolności, które wiedziało, że przed prawami są obowiązki, powinność. Irena Siedzikówna „Inka”, która została zamordowana, na której wykonano na karę śmierci przed tym co ją czeka przekazała istotne przesłanie; poprosiła aby przekazać jej babci słowa: „Powiedz, że zachowałam się jak trzeba”. Właśnie tak byli wychowani: obowiązek i powinność.
Zapomina się, że byli to oficerowie i żołnierze, którzy jeszcze przed rozpoczęciem wojny, albo w konspiracji składali przysięgę wojskową. Nikt nie mówił w rocie przysięgi, że będzie bronił ojczyzny tylko do momentu kiedy uzna, że ma to jeszcze sens. Rozkaz gen. Okulickiego ze stycznia 1945 r. miał taki wymiar, że gen Okulicki jako komendant Armii Krajowej miał moc sprawczą do rozwiązania AK, ale nie do zwalniania ludzi z przysięgi. Dlatego wielu żołnierzy w tym podziemiu pozostało – mówi Musiał i dodaje, że: - Patrząc na to, co się działo w innych krajach zajętych przez Armię Czerwoną można pokusić się o tezę, że gdyby nie opór zbrojny w Polsce to zostałaby ona zsowietyzowana szybciej i w bardziej znacznym stopniu niż miało to miejsce. W Polsce ta słabość komunistów polegała na tym, że ludzie wiedzieli, że ich siła bierze się tylko z jednej rzeczy: z siły bagnetów i sowieckich czołgów. Przekonywali do tego co historycy nazywają taktyką salami: nie możemy otwierać zbyt wielu frontów, musimy likwidować wrogów po kolei.
Siła powojennej konspiracji w połączeniu z siłą środowisk, które starały się komunistom jawnie przeciwstawiać , spowodowała, że choć do 1947 r. zdławiono opór zbrojny i jawną opozycję, to nie udało się zdusić Kościoła katolickiego. Być może w jakiejś mierze dzięki podziemiu zbrojnemu udało się ocalić Kościół i to decydujące uderzenie przeciw niemu nastąpiło dopiero w 1953 r. W Czechosłowacji w tym czasie od czterech już lat nie istniały zakony, które podległy kasacie. Dzięki istnieniu Kościoła ta idea niepodległości mogła w kraju przetrwać. – podkreśla Musiał.
- Po zdobyciu Wilna Sowieci rozbroili jednych, innych wyweźli, a jeszcze innym udało się uciec. Byłem ciężko ranny w lewą rękę. Znalazłem się w oddziale „Łupaszki”. Tam była nadzieja i walczyłem tam do 1946 r. zawsze z nadzieją. Mieliśmy tą satysfakcję, że niesiemy ją ludziom. Czy na Białostocczyźnie, czy na Mazurach, czy w Borach Tucholskich – wszędzie mieliśmy poparcie. Inaczej nie moglibyśmy działać. W końcu w 1947 r. ta nadzieja zapadła się jakby w podziemie. Ta nadzieja po latach powróciła W 1989 r. Myśleliśmy, że Solidarność wywiąże się ze swoich zobowiązań, że uszanuje też walkę innych. Tak się nie stało. Ale nadzieja odżywa i myślę, że przetrwamy to wszystko – powiedział Józef Bandzo, żołnierz podziemia niepodległościowego, z 16-letnim wyrokiem po wojnie.
Dziś W Gdyni oprócz pokazu filmów odbędą się dwie debaty: „Przebierańcy czy rekonstruktorzy. Nowe formy przedstawiania historii” z udziałem przedstawicieli grup rekonstrukcyjnych, a także „Żołnierze Wyklęci – Pamięć odzyskana” z udziałem m.in. Marty Kaczyńskiej i bratanka Józefa Kurasia „Ognia”.
JW

