Nazywam się Bondaryk. Krzysztof Bondaryk
Trudno się z tymi słowami nie zgodzić, spektakularne sukcesy agentów podległych gen. Bondarykowi mogliśmy wszak oglądać we wszystkich niemalże mediach. Ich wyczyny na głowę biły popisy papierowych bohaterów w rodzaju Jamesa Bonda czy Johna Rambo a mrożące krew w żyłach akcje przykuwały uwagę społeczeństwa znacząco podnosząc oglądalność stacjom telewizyjnym. Ot, weźmy na przykład popisowe, podręcznikowe wręcz, aresztowanie niebezpiecznego wichrzyciela prowadzącego stronę internetową „Antykomor.pl”, która godziła bezpośrednio i boleśnie w konstytucyjny organ powodując dyskomfort i niemożność skutecznego rządzenia państwem. Albo sprawa „agrobombera”, gdyby nie dzielni funkcjonariusze Agencji i dramatyczna konferencja prasowa po dziś dzień nie wiedzielibyśmy nic o niebezpieczeństwie wiszącym nad naszą władzą najwyższą i umiłowaną, która polec miała od wybuchu zorganizowanego za pomocą starej nokii, kłębka drutu i czterech ton trotylu zdrapanego z wraku Tupolewa.